Hm.. >> czwartek, 23 lipica 2009 14:02:55
Tak generalnie, to nie chcę utracić tego bloga, dlatego pojawia się tutaj to COŚ. :DD
komentarze [2]
24. >> poniedziałek, 1 września 2008 22:26:12
Ta część pojawiła by się wcześniej, gdyby nie to, że mylog nie działał -.-'
Meeg : Cieszę się bardzo, ze Ci się spodobało ;))
Vergessene-mich : Lat mam 16, a cuda nie tworze ;)) Ja aż ta zadowolona nie jestem. Ale cieszę się, że Tobie się spodobało ;)
marta_th: Mogę chyba tylko powiedzieć, że zapraszam na odcinek. :)
DaGa: A dlaczego miałabym nie napisać? Kiedyś trzeba wszystkiego spróbować ;))
yuna: Na wstępie muszę powiedzieć, że ciężko Ci dogodzić. No, ale cóż. I nigdy nie będę się uczyla interpunkcji! Dobrze mi z tą wiedzą którą mam ;D
Matko, jeszcze nigdy nie odpowiadałam na tyle komentarzy ^^
A teraz zapraszam na część ;**
******************************************
Kathrin była sama pośród długiego korytarza. Z drugiego końca usłyszała wołanie. Ktoś krzyczał.. jej imię. Pobiegła w tamtą stronę. W oddali widziała dwie postacie. Kiedy była już na tyle blisko by je poznać, jakaś siła zatrzymała ją.
- Mama? Tata? Co tu robicie?
- Przyszliśmy Cię odwiedzić - powiedziała czule mama dziewczyny.
- Nadal chcesz do nas wracać? - spytał ojciec.
- No… Nie wiem.
- Ostatnio byłaś tego tak pewna.
- Tak, ale teraz… Wszystko się zmieniło.
- A nie chciałaś nam wierzyć - matka ciepło się uśmiechnęła do niej.
- Bo niby skąd miałam wiedzieć o kogo wam chodzi? A wy to dobrze wiedzieliście! I nie chcieliście mi powiedzieć - dziewczyna udała, że się obraża.
- Oh, nie mogliśmy. Wola wyższa.
- Ale brakuje mi was - posmutniała lekko.
- Kochanie, nie masz się o co martwić. Zawsze jesteśmy z Tobą.
- Tak, tylko duchem. A kto nie przytuli, kiedy tego potrzebuję?
- A Jack? A Luk? I ten ktoś…?
- Ten ktoś zaraz wyjeżdża.
- Oh, Kathrin.
- Mamo, nie moglibyście poprosić Boga, żebyście choć na chwilę wrócili?
- Słońce, wiesz, że to nie wykonalne - odpowiedział jej tata.
- Nawet nie mogę was dotknąć teraz - powiedziała, a rodzice spojrzeli po sobie. Przybliżyli się dziewczyny.
-Nie wiem kiedy znów się zobaczymy. Wszystko się ułożyło więc na razie nie potrzebujesz naszej pomocy. Dlatego Bóg dzisiaj zrobił dla nas wyjątek - powiedziała mama Kathrin i przyłożyła dłoń do jej policzka. Czarnowłosa poczuła rękę matki. Łzy zebrały jej się pod powiekami.
- Mamo - szepnęła i mocno ją objęła. Tak dawno nie czuła dotyku matczynej ręki. Po chwili ojciec objął obie.
- Kiedyś się zobaczymy i będziemy razem już na zawsze - szepnął jej ojciec do ucha. Rodzice puścili Kathrin i zaczęli się oddalać.
- Nie! Proszę! Wróćcie! Nie zostawiajcie mnie! - chciała pobiec, ale nie mogła.
Zerwała się z łóżka. Była cała zalana potem. Przyłożyła rękę do policzka. Nadal miała wrażenie, że jej matka dotyka jej twarzy. Złapała medalik który miała na szyi.
- Dziękuje wam - szepnęła i spojrzała do góry. Wstała, założyła ubrania i opuściła pokój. Skierowała się w stronę pokoju gitarzysty. Stanęła przed drzwiami i lekko zapukała. Nikt jej nie odpowiedział więc nacisnęła klamkę. Po chwili była już w pokoju. Bose nogi stąpały po miękkim dywanie. Skierowała się do sypialni. Spojrzała czule na śpiącego chłopaka. Ściągnęła spodnie i położyła się obok. Ułożyła się wygodnie, wtulając w tors chłopaka. Ten przez sen, nieświadomie objął ją ręką. Kathrin uśmiechnęła się delikatnie, a po chwili zaczęła wkraczać w świat marzeń.
Janett siedziała na balkonie i wsłuchiwała się w odgłosy przyrody. Deszcz rytmicznie stukał o podłogę. Przypomniała sobie nocne zdarzenia. Za każdym razem kiedy to robiła przechodził ją dreszcz podniecenia, a na skórze czuła jeszcze nie zatarty dotyk ukochanego.
Po kolejnych stosunkach utonęli w swoich objęciach i zamknęli oczy z chęcią przespania się choćby dwóch godzin. Jednak Janett po mimo starań, nie mogła. Owinęła się prześcieradłem i wyszła spojrzeć na budzące się miasto. Paryż. Jej rodzinne miasto. Mimo iż żyła tu już od tylu lat, nigdy jej się nie znudziło. Ulice zawsze tętniły życiem. Ludzie różnych narodowości, z innych warstw społecznych. Samochody, a w nich pędzący do pracy mieszkańcy. Sklepy zapraszające swoimi wystawami do środka. Nigdy by nie pomyślała, że to właśnie tutaj wydarzą się tak cudowne rzeczy. Nie był to jej pierwszy raz, ale wcześniej to się działo na obozach i to jeszcze z chłopakiem w którym nie była kompletnie zakochana. Za to on szalał na jej punkcie niesamowicie. A poza tym sądziła, że nawet jeśli jej się uda przespać z Billem, to będzie to w Niemczech. W końcu to jego kraj. No i uważała, że zabawi się nią. Tymczasem on ją pokochał. Nie wiedziała czy tak jak ona jego, ale wierzyła, że tak. Kiedy tak rozmyślała, poczuła jak ciepłe ciało przylega do niej, obejmując ją.
-Czemu Cię nie ma obok mnie? Już się wystraszyłem, że to wszystko było snem- usłyszała delikatny szept.
-To było jak sen- odpowiedziała równie cicho Janett. Jej oczy zwilżyły się.
-Sny się szybko kończą, a my będziemy trwać- pocałował ją w tył głowy i jeszcze mocniej przytulił. Janett odwróciła się i wtuliła w Billa. Świadomość, że jest przy niej przynosiła ukojenie, dla niepewnej duszy.
-Wiesz, że dzisiaj musimy się rozstać?- brunetce łamał się głos, kiedy wypowiadała to zdanie.
-Wiem kochanie, wiem. Ale to tylko na krótki czas.. Jeszcze się zobaczymy.. spędzimy cudowne chwile, takie jak te dzisiaj.. będzie dobrze- Bill sam starał się odgonić złe myśli. Przecież musi wierzyć w to, że się jeszcze zobaczą. David na pewno jakoś załatwi to, żeby byli częściej we Francji. Lub byli blisko.
-Bill.. boję się- powiedziała i spojrzała na niego. Jej twarz była cała mokra od łez.
-Słońce.. nie ma czego. Zawsze będę przy Tobie.
Tom obudził się jako pierwszy. Na początku przeżył lekki szok kiedy poczuł, że obok niego ktoś leży, jednak gdy spojrzał w bok i uświadomił sobie kto jest tą osobą, od razu się uśmiechnął i odpuścił sobie wyskakiwanie z krzykiem z łóżka. Powoli i delikatnie opuścił miejsce spoczynku i udał się do łazienki. Wziął szybki prysznic i wyszedł po ubrania. Dla spokoju spojrzał czy Kathrin nadal śpi i poszedł się ubrać. Starannie ułożył nogawki ciemnych spodni przy stopach, włożył najpierw białą, a następnie czarną koszulkę z białym wzorkiem. Potem związał długie dredy w kitkę, zawiązał na nich bandamkę, nałożył frotkę i wreszcie był gotowy założyć czarno-białą czapkę. Spojrzał jeszcze w lustro i stwierdził, że jest w pełni ubrany. Kiedy wyszedł ujrzał przed sobą Kat.
-Czy Ty zawsze kiedy nie śpisz to nosisz czapkę?- usłyszał na powitanie.
-Cześć. Dobrze mi się spało a Tobie?- odparł z ironią i dał jej krótkiego buziaka w policzek.
-A.. tak. Hej- pokazała mu język i uśmiechnęła się od ucha do ucha.
-Zwykle tak. Nieładna dzisiaj pogoda- zirytował się Tom.
-I tak Cię prowadzają pod parasolem.
-Chyba do grobu mnie poprowadzą. Nie zapominaj, ja nie nazywam się Bill.
-No jeszcze by mi tego brakowało, żebym spała z nieodpowiednim bliźniakiem- odparła Kat, na co Tom się lekko uśmiechnął- idę się wykąpać. Do zobaczenia na śniadaniu.
-To nie zjesz ze mną? Nie chce mi się schodzić na dół- Tom przylgnął do niej ciałem.
-Kusisz, ale Jack powiedział, że chce nas na dole. Wybacz- cmoknęła go w nos i wyszła z pokoju. Tom uśmiechnął się do siebie i poszedł założyć buty.
Kiedy Kathrin właśnie się malowała, do pokoju wpadła Janett.
-Co Ty taka czerwona?- spytała zdziwiona Kathrin kiedy spojrzała na przyjaciółkę. Po chwili ujrzała spuchnięte od płaczu oczy i ślady łez na policzku- Kochanie, co się stało? Ten dupek Cię skrzywdził?- czarnowłosa rzuciła wszystko i przytuliła przyjaciółkę, która w jej ramionach się rozpłakała.
-Kat, ja nie chcę, żeby się to wszystko skończyło..
-Ale przecież nic się nie kończy- pocieszała ją zielonooka, głaszcząc jej włosy.
-Jak nie? Kończy się wasza wspólna trasa z Tokio Hotel. Nie wiem już teraz kiedy się z nimi zobaczę.. Nie wiem kiedy wy znów przyjedziecie do Europy, bo przecież macie wracać do Stanów do studia. Ja nie chce..
-Oh słońce. Tutaj jest nasz dom, zawsze tu będziemy wracać. Z resztą jak będziesz chciała do nas przylecieć to tylko zadzwoń a następnego dnia się zobaczymy. A trasa.. Każda trasa dobiega końca.
-A Ty się nie boisz o Twój związek z Tomem?- Janett zadała pytanie, nad którym Kathrin do tej pory nie myślała. Przecież nie wiedziała czy kiedykolwiek zdoła jeszcze zobaczyć Toma, na dłużej niż 2 godziny. Obydwoje mają swoje zespoły, fanów… Nie będą mieli czasu na romans. Kiedy byli razem w trasie było znacznie łatwiej. Wspólne garderoby, hotele.
-Oczywiście, że się boję. Ale niestety nic nie mogę na to poradzić. Muszę żyć dalej. I dbać o swoją karierę. Tak samo jak on. Nie będzie czasu na miłość.
-Kathrin.. sama nie wierzysz w to co mówisz- przyjaciółka spojrzała na nią wzrokiem pełnym zdziwienia- nie można tak po prostu zostawić miłości. A jeśli to jest Twoja jedyna miłość? A jeśli już więcej nie spotkasz odpowiedniego mężczyzny?
-Janett… jesteśmy jeszcze za młode żeby o tym myśleć. Mamy dopiero 19 lat, a ja mam na głowie sławę.
-Jesteś głupia tak postępując. Ja nie mam zamiaru odpuścić Billa. Będę walczyć o naszą miłość, choćbym miała przypłacić złamanym sercem- powiedziała, po czym ominęła Kathrin i weszła do sypialni trzaskając drzwiami. Czarnowłosa wiedziała, że przyjaciółka darzy wokalistę uczuciem, ale była pewna, że to nie jest aż tak poważne. Natomiast teraz nie wiedziała co ma o tym wszystkim myśleć. Janett miała rację. Co jeśli nigdy więcej się nie zakocha? Ale z drugiej strony nie miała teraz czasu na miłość. Kathrin usiadła na krzesełku przed toaletką i ukryła twarz w dłoniach. Po chwili jednak uniosła głowę i zaczęła się dalej malować. Nie może pozwolić sobie teraz na chwilę załamania. Kiedy była gotowa zapukała do sypialni i krzyknęła że idzie na dół na śniadanie. Moment później stała w windzie.
Muzyka przy której mnie się dobrze pisało. Polecam ją i wam ;) Tylko otwórzcie ją w nowej zakładce ;)
Na jadalni brakowało tylko Kathrin i Janett. Na dół zeszło nawet całe Tokio Hotel, łącznie z managerem. Przy stole trwała wesoła wrzawa.
-Dziewczyny jak zwykle się spóźniają- stwierdził Alex.
-One się dłużej szykują niż ja- dodał Bill i lekko się zaśmiał.
-O idzie pierwsza zguba- powiedział Tom, a każdy przeniósł swój wzrok na czarnowłosą postać.
-Co się tak patrzycie?- spytała kiedy podeszła do stołu.
-Umie się przywitać no nie?- skomentował Tom i splótł dłonie na brzuchu. Kiedy Kathrin usiadła poczuł lekkiego kopniaka w kostkę. W odpowiedzi uśmiechnął się od ucha do ucha do dziewczyny.
-Jak Ci się spało Kathrin?- spytał manager.
-Hm.. dobrze. Nie zważając na to, że co chwilę mi ktoś kołdrę zabierał to było okay. A jak Tobie się spało Jack? Dawno z Tobą nie jadłam śniadania.
-No mnie się spało wyśmienicie. No rzeczywiście. Czas to zmienić.
-Tak, szczególnie, że dzisiaj wyjazd- stwierdziła Kathrin z uśmiechem. Jednak wszystkim w momencie wypowiedzenia tego zdania zrzedły miny. Dziewczyna szybko uświadomiła sobie co powiedziała i również lekko posmutniała. Przypomniały jej się słowa Janett. Spojrzała na dredowłosego, który przyglądał się swoim nogom. Teraz jest obok. Ale czy kiedy to wszystko się zakończy będzie w stanie wytrzymać bez niego? Czy przeżyje normalnie dzień, nie słysząc jego głosu, nie czując zapachu i ciała obok? Nie widząc jego brązowych oczu i malinowych ust? Szybko się podniosła, złapała Toma za rękę i wyprowadziła z jadalni. Nie zważała na pytające wzroki wszystkich przy stole. Zaciągnęła go w miejsce gdzie nikt im nie przeszkodzi i namiętnie go pocałowała. Tom na początku nie wiedział o co chodzi, jednak po chwili oddał jej pocałunek. Przycisnął ją mocno do siebie i wplótł dłoń w jej długie włosy. Kiedy się oderwali od siebie, Kathrin ukryła się w jego obszernej koszulce.
-Ja nie chcę…- szepnęła.
-Kathrin… Pamiętasz co Ci wczoraj powiedziałem? Że zrobię wszystko, żebyś była przy mnie. I mam zamiar dotrzymać tej obietnicy. Nie odpuszczę Cię tak łatwo. Teraz, kiedy już wiem, że Cię kocham, ciężko będzie mi to wszystko puścić w niepamięć. Szczególnie, że tego nie chcę- na dźwięk tych słów Kat przeszedł dreszcz. Wtuliła się jeszcze mocniej w ukochanego. Tom odsunął ją od siebie i podniósł podbródek. Następnie złożył na ustach dziewczyny delikatny pocałunek w którym przekazał wszystkie swoje uczucia. Wrócili trzymając się za ręce. Wszyscy patrzyli ze znakami zapytania w oczach. Tylko Bill lekko się uśmiechał. Rano kiedy szedł na śniadanie, spotkał Toma. Wystarczyło, że na niego spojrzał a od razu wiedział, że pogodził się z Kathrin.
-Wy… jesteście razem?- spytał niepewnie Jack.
-No.. jakoś tak wyszło- czarnowłosa uśmiechnęła się szeroko do managera po czym usiadła do śniadania.
-No ładnie- Kathrin i Tom zaśmiali się i spojrzeli na siebie.
-Gdzie jest Janett?- Bill denerwował się, bo jego dziewczyny do tej pory nie było.
-Jak wychodziłam to zamknęła się w sypialni. Więc chyba nie ma ochoty na jedzenie- gdy czarny usłyszał to zdanie natychmiast się podniósł i wyszedł z jadalni.
-Oho, idzie z ratunkiem- zażartowała zielonooka i wzięła się za jedzenie swoich płatek z mlekiem.
Winda jeszcze nigdy tak wolno nie jechała, w przekonaniu Billa. Zastanawiał się bardzo co się stało. Rozstanie, to jasne, ale przecież jeszcze się zobaczą. Muszą.. Kiedy tak myślał, czuł jak łzy same zaczynają mu się wkradać pod powieki. Po chwili zadzwonił dzwonek oznajmujący że dojechał na wybrane piętro. Od razu skierował się do pokoju dziewczyn. Zamaszyście otworzył drzwi i przeszedł do sypialni. Janett leżała na łóżku, a jej ciało co chwilę się wzdrygało od płaczu. Dziewczyna podniosła głowę i spojrzała na niego zapłakanym wzrokiem. Billowi serce się kroiło na ten widok. Gdy podszedł Janett usiadła i wtuliła się mocno w niego. Odwzajemnił gest. Gdyby teraz mógł, zrezygnował by ze wszystkiego, byle tylko ona nie płakała. Wiedział, że przy niej znajdzie szczęście o którym marzył i zawsze pisał. Nie zależało jej na jego pieniądzach, bo przecież miała ich ogromne sumy, ale na nim samym. Na jego osobowości, wyglądzie. Na tym, żeby był koło niej. Sam wiedział, że pokochał całym sercem. Że to właśnie ta dziewczyna wypełniła lukę w jego sercu. Sprawiła, że życie stało się barwniejsze i wypełnione nie tylko przez terminy w kalendarzu, ale i myślach o niej, o wspomnieniu wydarzeń i planowaniu kolejnych.
-Janett, błagam Cię. Nie płacz. Przecież nie rozstajemy się na zawsze. Przecież zawszę będzie nas łączyć więź która nas przyciągnie do siebie. Nie opuszczę Cię do końca świata. Jesteś dla mnie całym życiem, powietrzem którym oddycham. Myśl o tym, że teraz miało by Ciebie zabraknąć, powoduje, że brak mi tchu a do oczu cisną się słone łzy. Tylko Ty potrafiłaś sprawić, że znów szczerze się uśmiecham pośród fleszy. Jesteś dla mnie wszystkim co mam. Kocham Cię- tymi dwoma słowami przypieczętował całą wypowiedź. Janett spojrzała na niego i jeszcze bardziej się rozpłakała.
-Też Cię kocham. I dlatego tak bardzo się boję. Jesteś sławny, dookoła Ciebie jest pełno dziewczyn, które tak jak ja, mają to samo marzenie. Żeby nie zepsuć wizerunku musisz być singlem. A ja już nie umiem normalnie myśleć. Jak Cię stracę runie cały świat- mówiła dławiąc się łzami- dlatego tak bardzo się boję. Boję się o swoją miłość- dodała prawie szeptem. Bill przyglądał się jej przez cały czas. Scałował samotną łzę, która spływała po jej policzku.
-Obiecuję, że nigdy nie będziesz sama. Kiedy będę w trasie i nie będę mógł akurat do Ciebie przyjechać, będę dzwonił, pisał. Zawsze będę przy Tobie- powiedział i złożył na jej, słonych od łez, ustach delikatny pocałunek.
Po śniadaniu był czas na dopakowanie wszystkich rzeczy i zniesienie walizek na dół. Po tym było jeszcze tylko 30 minut na pożegnania, gdyż managerowie musieli wymeldować wszystkich z pokoi.
Oby dwa zespoły stały przed swoimi autokarami. Nikt nie mógł uwierzyć, że właśnie się kończy najpopularniejsza trasa w Europie. Po mimo, że każdy doskonale znał datę rozjazdu to dla wszystkich było to takie niespodziewane.
-To już koniec- westchnął cicho Alex. Janett nie mogła przez cały czas opanować łez. Szczególnie teraz, kiedy już nie mogli sobie pozwolić na czułości, gdyż za bramą stały tłumy fanek i fanów. Kathrin też stała z opuszczoną głową.
-Niestety. Ale wspomnienia będą. A z resztą zawsze jest jakiś kontakt. Można się spotkać kiedyś, jak będziecie w Hamburgu- powiedział Gustav.
-Albo wy w Berlinie, albo w Chicago- dodała Kathrin.
-Macie dwa studia?- zaciekawił się Tom. Jednak jego mina też nie była za wesoła.
-Nie. W Berlinie mieszkamy. I tam spędzamy wolny czas- odparł Alex.
-A właśnie. Przecież teraz mamy trzy tygodnie wolnego. To się możemy zobaczyć, bo przecież my mieszkamy niedaleko Berlina- powiedział Bill a na te słowa Janett złapała więcej powietrza, a jej serce zabiło mocniej. Miała do końca wakacji zostać z Kathrin. Czyli mieszkała by u niej w Berlinie.
-Ale teraz raczej wszyscy od nas wyjeżdżają- Kat sprawnie zgasiła nadzieję dziewczyny.
-Właśnie. My też- dodał Tom i kopnął jakiś kamyczek. Czarnowłosa nagle wyjęła paczkę LM Linków i wyciągnęła jednego papierosa, po czym po chwili go odpaliła. Usiadła na ziemi a na zgiętych kolanach oparła ręce.
-Kathrin!- Tom nie mógł uwierzyć w to co widzi. Z resztą nie tylko on. Wszyscy którzy tam stali, z wyjątkiem Alexa wpatrywali się w nią z oczami jak pięciozłotówki.
-To wszystko przez Ciebie- zaśmiała się smutno i zaciągnęła.
-Od kiedy Ty palisz?- Janett spytała z lekką złością w głosie, że jej nic nie powiedziała.
-Od kiedy pokłóciłam się z Tomem- po raz kolejny przyłożyła papierosa do ust- Każdy ma prawo palić. Z resztą wszyscy w tym gronie palą.
-Ja nie- delikatnie zaprzeczył Gustav.
-No jeden mądry- czarnowłosa uśmiechnęła się do niego lekko.
-Ja też nie.. Przynajmniej nie nałogowo. Jak niektórzy- Janett mówiąc te słowa spojrzała na bliźniaków i Georga.
-Więc nie rozumiem czemu się tak dziwicie. Czasami to jest silniejsze. Szczególnie jeśli kiedyś się już paliło- dodała po czym pojawili się managerowie obydwóch zespołów.
-No więc słuchajci.. KAT!!- Jack zatrzymał się nagle w miejscu, co spowodowało, że na niego wpadł David.
-Następny. No co?!- Kathrin była coraz bardziej zirytowana. Sytuacja jaka panowała nie pomagała jej w ogóle. Do tego całe zaskoczenie tym, że pali.
-Przepraszam, czy macie mnie zamiar czymś jeszcze zaskoczyć?! No proszę- mężczyzna zdenerwował się nie na żarty.
-Oh Jack, daj spokój i mów co z wyjazdem- odparł spokojnie Alex a manager spojrzał w kartki.
-Jedziemy prosto do Berlina. Nie mamy dłuższych przystanków niż 15 minut. No i nie jedziemy razem. Więc proponuję, żebyście weszli do środka i tam się ewentualnie pożegnali- dodał i przekręcił oczami. Jak powiedział manager, tak wszyscy zrobili. Na początku każdy się żegnał i dziękował za wspólną pracę i pewnego rodzaju miło spędzony czas. Janett z Billem, jak i Kathrin z Tomem żegnali się na samym końcu. Teraz już tylko Tom nie płakał. Nawet Kathrin nie kryła łez.
-Wiesz, że Cię kocham?- powiedział po raz kolejny Tom i wtulił się we włosy dziewczyny. Przy nim wyglądała tak drobno. Była znacznie niższa od niego, a jego ubrania powodowały, że prawie całkowicie znikła w jego objęciach. Widać było tylko długie czarne włosy.
-Ja Ciebie też- szepnęła tak cicho, że mógł to usłyszeć tylko on. Nagle poczuł nie pohamowaną radość. Powiedziała to. Po raz pierwszy. Miał zapewnienie, że nie jest jej obojętny. I nagle całe szczęście spłynęło gdy sobie przypomniał, że się właśnie żegnają. Teraz poczuł się jeszcze bardziej przybity. Rozstawał się z kimś ważnym. I to nie jest Bill czy Georg lub Gustav. To jest Kathrin. Jego jedna jedyna Kat, która nie wiadomo jak zawładnęła jego sercem.
Janett czuła jak słone łzy spływają na jej włosy. Bill nie wstydził się łez. To był niesamowity dla niej widok. Płakał dla niej. Przez nią. Przez to, że ją kochał. Nigdy by się nie spodziewała, że chłopak z którym będzie uroni choć by jedną kropelkę na pożegnaniu. A on w tym momencie wylewał ich całe mnóstwo. Nie zważając na idealny makijaż i na to, że na zewnątrz czekają fanki. Teraz liczyli się tylko oni. Tu i teraz.
-Obiecaj, że nie odejdziesz. Nigdy przenigdy.
-Obiecuję. Całym sercem. Całym sobą.
-Kocham Cię.
-Ja Ciebie też- znów pocałował ją. Teraz jednak namiętnie. Tak by mógł jeszcze przez długi czas czuć smak jej ust. Jak i ona jego.
Kiedy wsiedli do swoich autokarów panowała cisza. Kathrin z Janett siedziały przy oknie i patrzyły w szyby pojazdu stojącego obok. Mimo iż widziały tylko czarną przestrzeń, wiedziały, że oni też tam są i tak samo jak one starają się wypatrzeć je. Po chwili obydwa busy zapaliły silniki. Pierwszy jechał Tokio Hotel, zaraz za nim jechał Hated Love.
Kathrin siedziała zapatrzona w okno, a na jej nogach leżała zapłakana Janett. Czarna już nie miała siły, żeby płakać. Przecież to i tak nic nie da. Nie zatrzyma ich, jego. Była na siebie zła, że zmarnowała tyle czasu przez swoją głupotę. Mogła spędzić z nim tyle wspaniałych chwil. Ale jak zwykle musiała postawić na swoim. Przypomniało jej się jak rozpoczęła się ich bliższa znajomość. Przez felerny zatrzask. Gdyby ktoś jej wtedy powiedział, że zakocha się w tym chłopaku, wyśmiała by go w twarz i powiedziała, żeby bajki opowiadał dzieciom. Ale miłość działa według własnych zasad. I niestety to w kim się zakochamy nie do końca zależy od nas. I właśnie to pojęła. Kiedy już straciła coś, zrozumiała, że to coś było miłością jej życia…
… bez której nie sposób jej żyć.
******
I jak wam się podobało? Przepraszam za błędy, ale czasami po kilku sprawdzeniach po prostu już nie jestem w stanie je zobaczyć ;( Hm.. Jak by to powiedzieć. To już koniec mojego cudownego Hated Love. Mam nadzieję, że choć po części zżyliście się z bohaterami ;)
Bo ja w sumie tak ;) Dziękuję z całego serca, że byliście ze mną. Po mimo iż to tak mało osób to i tak zawsze wiedziałam, ze mam dla kogo pisać.
Jeszcze raz wam serdecznie dziękuję ;**
komentarze [2]
23. >> czwartek, 22 maja 2008 22:42:14
Wiiiiitam!
Z nową częścią.
I nowym szablonem :D:D
A co ;D
Zmiany się należą :D
Co prawda lekko się wkurzałam, nim wszystko zaczęło wyglądać jak teraz, no ale xDD
Co prawda wkurwiają mnie nadal te reklamy które skutecznie psują mój szablon, ale przynajmniej jest on, nie tak jak wcześniej :))
yunka: Sama później zauważyłam, że ten odcinek nie był dobry, no ale niestety pojawić się musiał. Nie zawsze wszystko jest piękne ;))
MartaKomentarz bardzo ładny ;D:D No i zapraszam na nowy odcinek :))
Daga No to chyba najważniejsze, by działało na wyobraźnię? ;*
Daijiobu Nie przepisywałam nicka.. xD Skopiowałam go wybacz :PP A o jaką notkę Ci chodzi? xDD Co znaczy TA? :PP ;**
No dziewczynki ;**
Dzisiaj dłuuuugo ;DD
Dedykuję ten odcinek Dadze. Oh, bo po przeczytaniu będziesz wiedziała czemu ;))
****************************************
Minuty, godziny a w końcu dni płynęły coraz szybciej. Jakby ktoś zaczarował zegarki. Nie było nawet momentu na jakiekolwiek rozmowy. Przez ostatnie dni wywiadów było znacznie więcej, soundchecki trwały dłużej, sesje zdjęciowe pochłaniały resztki czasu. Oba zespoły po koncertach od razu wracały do hotelu.
Zostały dwa dni. Wszyscy byli już po występach. Odpoczywali po wyczerpującym koncercie. Starali się zadowolić fanów najmocniej jak potrafili. Urozmaicali piosenki w dodatkowe teksty, melodie, wyciągali fanów na całe piosenki, nie tylko fragmenty, rzucali większą liczbą przedmiotów.
Wieczór był niezwykle ładny. Bezchmurne niebo ukazywało masę gwiazd.
Kathrin leżała na dachu i przyglądała się kalejdoskopom. Uwielbiała to, bo jej myśli spokojnie przepływały przez umysł. Nie zakłócał im nie potrzebny chaos otoczenia.
- Późno już. Nie jesteś zmęczona? - usłyszała obok głos. Jednak nie spojrzała na osobę która postanowiła jej potowarzyszyć.
- Nie. Mogę tak patrzeć przez całą noc.
- A co w tym takiego ciekawego? Ciemne niebo z żółtymi punkcikami - usłyszała czarna na co głośno westchnęła.
- Tak myślą Ci, którzy nie mają wyobraźni. To nie jest jakaś tam granatowa płachta na której są poprzyczepiane jasne gwiazdki. To jest niebo, które codziennie jest inne.
- Ale co jest w nim takiego ciekawego?
- Wszystko. To jak się gwiazdy układają, chmury i to jaki daje spokój… wewnętrzny.
- Tzn.? - jej rozmówca był bardzo zainteresowany tym co powiedziała dziewczyna i dociekał dalej.
- Patrząc na niebo możesz się rozluźnić, odpędzić niepotrzebne myśli, które zajmują miejsce tym ważniejszym. Pozwala skupić się na tym, na czym chcesz.
- A Ty na czym się skupiasz? - tym razem jej towarzysz przewrócił się na bok i przyjrzał Kathrin.
- Na tym czy robię dobrze. Czy dobrze postępuję i co mam zrobić dalej.
- Czy to dotyczy pewnego chłopaka??
- Niestety tak.
- Dlaczego niestety?
- Bo ten na którym mi zależało stwierdził, że chce mnie przelecieć - i spojrzała na chłopaka który leżał obok niej. Szybko usiadł i spojrzał przed siebie.
- Wiesz, że to nie tak.
- Wiem. Ale nie od Ciebie, a co mi to daje? Skąd mam pewność, że to wszystko prawda?
- Chyba wierzysz bliskim.
- Wierzę, ale nie mam pewności czy ich nie kłamałeś. Skoro mnie potrafiłeś…
- Nie mogłem inaczej.
- Jasne, że mogłeś. Po prostu nie chciałeś. Rozumiem.
- Wcale nie! Oh.. Kathrin. Ja nie byłem pewny tego wszystkiego wtedy.
- Tom, ale nie tłumacz się.
- Ale ja chcę! - powiedział i spojrzał na dziewczynę. Jednak ta nadal była zapatrzona w niebo. Kontynuował swoją wypowiedź - To co się wtedy ze mną działo było dziwne. Bardzo. I spotkałem się z tym raz w życiu. Dlatego nie chciałem mówić tego czego nie byłem pewny.
- A teraz jesteś? - Kathrin wymawiała wszystko ze stoickim spokojem.
- Tak. Jestem pewny, że nie jesteś dla mnie pierwszą lepszą panną, tylko tą na której mi tak bardzo zależy. Tak bardzo, że jestem w stanie poświęcić wszystko, by tylko mieć pewność, że będziesz przy mnie - powiedział i położył się obok. Zielonooka uśmiechnęła się.
- Patrz. Spadająca gwiazda. Pomyśl życzenie - powiedziała i się podniosła.
- Nie wierzę w takie głupoty - odparł Tom nie zbyt zadowolony jej odpowiedzią.
- Ale to się sprawdza. Mnie właśnie się spełniło - i skierowała się w stronę drzwi, pozostawiając chłopaka samego z domysłami.
Schodziła po schodach i kiedy była na ostatnim stopniu usłyszała za sobą zgrzyt drzwi. Zatrzymała się. Po chwili poczuła na swoim brzuchu rękę, a przy uchu znajome ciepło.
- Powiedz, że to oznaczało tak - szepnął. Kathrin tylko się odwróciła i spojrzała chłopakowi głęboko w oczy. Dredowłosy uśmiechnął się szeroko i pocałował dziewczynę. Po raz kolejny zatopił się w jej ustach z taką pasją, jak by smakował najpyszniejszego owocu. Przycisnął ją do ściany korytarzu i z zachłannością zaczął skradać pocałunki z ust ukochanej. Oderwali się od siebie mocno zaciągając powietrze.
- Nie mogłem już dłużej czekać. Tak bardzo pragnąłem…- jednak Kathrin przyłożyła mu palec do ust. Wrócili na piętro na którym znajdowały się ich pokoje. Czarnowłosa zatrzymała się przy swoim i lekko musnęła Toma w usta.
- Chodź do mnie - powiedział nie chcąc puścić ręki dziewczyny.
- Nie. Chciałabym się położyć spać. Jak ściągnąłeś mnie już z dachu to idę spać - i pokazała mu język.
- Ale ja nie chcę. Jutro ostatni dzień trasy - i posmutniał lekko.
- Wiem, ale jeszcze cały dzień przed nami. Naprawdę chcę już iść - i puściła chłopaka. Po chwili zamknęła drzwi. Tom odszedł, jednak coś w środku mu mówiło, że jeszcze dzisiaj dziewczyna przyjdzie do niego.
Kilka pokoi dalej dwójka nastolatków martwiła się najbliższą przyszłością.
- Wiesz, że została jedna noc i dzień. I koniec - powiedziała niemrawo Janett.
- Wiem, ale przecież są telefony, po za tym mówiłaś, że zawsze byłaś u nas na koncertach.
- We Francji. I przy granicy Francusko - niemieckiej. No, a przecież trasa we Francji dobiegła końca. Więc będzie ciężko.
- Eh.. Ale pewnie jeszcze będziemy mieli trasę po Francji.. I będzie dużo koncertów w okolicach. A wtedy zawsze będziesz mogła wejść do nas na backstage. I jak coś do hotelu z nami pojedziesz. Znajdziemy jakieś wyjście…
- Eh.. Boje się. Nie chcę Cię stracić.
- Wiem, wiem. Ja Ciebie też nie. Po raz pierwszy kiedy się poważnie zakochałem - Janett uśmiechnęła się lekko. Często jej to mówił, jednak w tym momencie zabrzmiało to bardziej realnie niż zwykle.
- A może pojedziesz z nami na wakacje?
- Bill.. Ja wiem, że ty lubisz marzyć, ale marzenia a rzeczywistość to dwie różne sprawy.
- Dlaczego?
- Myślisz, że na wakacjach nie ma paparazzi? Wiesz jak to będzie wyglądać, kiedy na wakacjach będziecie wy i JA?
- No to przekonaj Kathrin, żeby pojechała tam gdzie my.
- Zapomnij. Będzie chciała odpocząć od was.
- Jezu… Naprawdę mogła by czasem odpuścić.
- Wiem. Sama jej to mówiłam, ale co zrobić. Ona już taka jest. Tylko jedna rzecz może spowodować, że zmieni podjętą decyzję.
- Jaka?
- Miłość.
- No to może być ciężko…
- No.. Ale nie martwmy się tym. Przed nami jeszcze cała noc- i uśmiechnęła się do Billa.
- Czyżbyś coś sugerowała? - spojrzał na nią wzrokiem w którym zatliła się malutka iskierka.
- Nie.. To Ty masz jakieś zboczone myśli - i wystawiła mu język - idę się umyć - powiedziała jeszcze i zebrała swoje rzeczy, po czym skierowała się do łazienki. Wchodząc do niej zostawiła lekko uchylone drzwi. Miała nadzieję, że chłopak wpadnie na to co krążyło po jej głowie.
Bill rozejrzał się po pomieszczeniu. Wszędzie znajdowały się porozwalane rzeczy jego i Janett. Dzisiaj była zameldowana u niego w pokoju. Przyglądał się wszystkiemu, co było związane z jego ukochaną. Po jutrze będzie musiał się z nią rozstać. Na jak długo? Tego sam nie wiedział. Miał cichą nadzieję, że jakimś cudem pojedzie z nim na wakacje. Spojrzał na drzwi, za którymi niedawno zniknęła dziewczyna. Zauważył, że były lekko uchylone. Podszedł bliżej. Usłyszał, że brunetka brała prysznic. Uśmiechnął się sam do siebie i po chwili zamykał za sobą drzwi.
Na Janett spływała ciepła woda. Nadal czekała. Tak bardzo chciała, by ta noc była niezapomniana. Po chwili poczuła na swoim nagim brzuchu chudą dłoń czarnowłosego.
- A jednak coś sugerowałaś - powiedział subtelnie chłopak i zaczął całować szyję dziewczyny. Ta wplotła swoje ręce w jego włosy. Czuła na swoich barkach ciepłe usta chłopaka. Odwróciła się do niego i mocno pocałowała. Nie bała się wodzić dłońmi po jego nagich plecach. W końcu już nie raz sięgała za jego koszulkę. Jednak nigdy nie stał przed nią całkiem goły. Zjechała w dół na pośladki. Przycisnęła je mocno do siebie. Czuła w okolicach podbrzusza delikatne ocieranie. Wszystko co się działo było takie inne. Obydwoje nie przeżywali tego po raz pierwszy, ale teraz chcieli wypaść jak najlepiej. Chcieli sprawić jak największą przyjemność partnerowi. Bill nie bał się dotknąć piersi dziewczyny. Wiedział, że teraz ma na to pełną zgodę. Oderwał się od ust Janett i zaczął scałowywać z twarzy ukochanej strumyki wody. Zjeżdżał coraz niżej. W zagłębieniu między piersiami zaznaczył językiem ślad. Wargami delikatnie ssał nabrzmiałe już sutki dziewczyny. Bawił się nimi nadgryzając je. Następnie przeniósł się na brzuch. Musiał klęknąć przed nią. Ręce ułożył na biodrach, a Janett zaczęła się bawić jego włosami. Jej oddech był przyśpieszony. Czuła jak wewnętrzne ciepło rozpala ją coraz bardziej. Jak ciało żąda większej przyjemności. Bill językiem znaczył różne znaki na brzuchu dziewczyny. Bawił się kolczykiem, który Janett miała w pępku. Brunetka w końcu poczuła jak zjeżdża niżej. Jej serce biło coraz szybciej. Oddech stawał się coraz cięższy. Podniecenie wzrastało wraz z każdym momentem przyjemności jaką dawał jej chłopak. Bill widział po niej, że już pragnie, by zatopił się w jej kobiecości. Przejechał delikatnie językiem po rozpalonym miejscu. Dziewczyna jęknęła czując kolczyk, jednak dźwięk wtopił się w plusk wody. Zaczęła mocniej zaczesywać mokre włosy chłopaka. Ten szybko się podniósł i obrócił Janett. Ręką zjechał do jej skarbu i po woli wkładał swoje palce w gorące i wilgotne wewnątrz miejsce. Brunetka odchyliła głowę do tyłu. Jednocześnie kiedy chłopak wykonywał coraz szybsze ruchy, oddech dziewczyny robił się coraz cięższy. Jej biodra lekko się falowały, by sprawić przyjemność jeszcze wspanialszą. Bill całował kochankę po szyi i ramionach. Wiedział, że nie wiele jej brakowało, by zawitać do krainy rozkoszy. Coraz częściej wydawała z siebie zduszone jęki. Jego ruchy były za każdym razem szybsze i dokładniejsze. W pewnym momencie usłyszał głośny jęk i poczuł jak dziewczyna zaciska rękę na jego dłoni. Oparła głowę o jego ramię. Szybowała teraz w najwspanialszej krainie jaką można znaleźć na ziemi. Dociskała rękę chłopaka, by móc jak najdłużej utrzymać ten wspaniały stan. Jednak po już po chwili mogła coś zobaczyć, przez do tej pory zamglone oczy. Oddech z każdą chwilą stawał się coraz bardziej miarowy. Puściła rękę Billa i pozwoliła jego palcom opuścić jej wnętrze. Odwróciła się przodem do niego.
-Dziękuję- szepnęła mu na ucho i lekko je przygryzła. Po chwili wyszli spod natrysku. Obwinęli się oboje jednym ręcznikiem. Patrzyli sobie ciągle w oczy, śmiali się w trakcie wspólnego wycierania. W końcu rozłączyli się i każdy się okrył własnym nakryciem. Stanęli oboje przed lustrem, zapatrzeni w siebie nawzajem. Bill nie mógł wytrzymać i przytulił się do pleców dziewczyny.
- Wiesz, że Cię kocham? - powiedział jej i cmoknął w policzek.
- Wiem - uśmiechnęła się.
- A Ty mnie kochasz?
- Oh, jasne, że nie.
- Nie?
- Żartowałam głupolu- i odwróciła się opierając o blat.
- To dobrze, bo już się wystraszyłem.
- Czego?
- Że jak się rozstaniemy to o mnie zapomnisz.
- Zwariowałeś? Przed tym jak Cię na serio poznałam to nie mogłam o Tobie zapomnieć, to co dopiero teraz?
- Naprawdę nie mogłaś?
- Nie… Byłam zakochana w Tobie po uszy.
- Mmm… Byłaś moją cichą wielbicielką.
- No nie taką cichą, bo piszczeć Twoje imię umiałam głośno - i się zaśmiali. Kiedy się uspokoili, spojrzeli sobie w oczy. Błyszczały tak tylko raz. Gdy się po raz pierwszy pocałowali. Wtedy im przerwano całą rozkosz, więc teraz Bill nie chciał tego marnować. Zatopił się w ustach dziewczyny. Robił to z pełną pasją, tak jak za pierwszym razem. Po mimo, że był pijany, bardzo dobrze pamiętał ten moment. Podniósł dziewczynę i usadził na swoich biodrach. Skierował się do drzwi. Sprawnie je otworzył i doszedł do sypialni. Ułożył ukochaną na łóżku. Całował jej szyję i odkryte partie ciała. Po chwili delikatnie zaczął rozkładać ręcznik, za którym kryło się całe bogactwo dziewczyny. Po raz drugi dzisiaj spotkał się z tym widokiem. Starał się zapamiętać każdy detal. Nie wiedział kiedy znów będzie mógł zobaczyć ukochaną w tym stanie, więc liczyło się dla niego to, by mieć w pamięci ten obraz. Malutkimi pocałunkami badał dokładniej części ciała partnerki. Całował piersi, brzuch, uda. Omijał tak ważne miejsce. Janett jednak nie chciała być dłużna w przyjemnościach. Przyciągnęła ukochanego do siebie i przekręciła na plecy. Uśmiechnęła się cwaniacko do niego i po woli zjeżdżała w dół. Szybko pozbyła się materiału który zasłaniał całą męskość chłopaka. Dłońmi delikatnie masowała nabrzmiałe miejsce. Czarnowłosy lekko zaciskał dłonie na pościeli. Janett robiła coraz szybsze ruchy. Bill oddychał coraz ciężej i patrzył na nią coraz bardziej niewyraźnym wzrokiem. Nagle przestała i objęła ustami całą męskość. Rękoma masowała okolice. Językiem wodziła wzdłuż, cmokała lekko na czubku. Ciało czarnowłosego prężyło się z każdą chwilą. Pościel w jego dłoniach byłą coraz bardziej zmielona. Kiedy czuł, że już dłużej nie wytrzyma, przyciągnął mocno dziewczynę i delikatnie usadził na swoim członku. Janett czując ukochanego w sobie, wykonywała biodrami lekkie ruchy, by doprowadzić zarazem siebie szybciej do orgazmu. Bill usiadł i złapał dziewczynę za pośladki. Powoli ją podnosił i opuszczał. Brunetka rękoma objęła szyję chłopaka. Patrzyli sobie głęboko w oczy, tym samym składając miłosne obietnice. Czarnowłosy częściej niż Janett wydawał z siebie stłumione jęki. Obydwoje łapczywie kradli sobie krótkie pocałunki. Bill coraz szybciej poruszał dziewczyną. Nagle wydał z siebie przeciągły jęk i zacisnął dłonie na pośladkach dziewczyny. Ciężko oddychał do ucha ukochanej. Janett również już nie wiele brakowało. Po chwili i ona zacisnęła ręce na szyi chłopaka i głośno dyszała. Wtulili się w siebie. Ich ciała były gorące i mokre od potu. Szybowali razem w krainie ekstazy. Pragnęli by ta chwila trwała jak najdłużej. W ramionach partnera, jedno jak i drugie powoli wracało do świata rzeczywistych.
- Dziękuję - po raz drugi dzisiaj Janett wypowiedziała te słowa.
- To ja Ci dziękuję. Za to, że przy mnie jesteś - odpowiedział jej Bill. Rozłączyli się i położyli na łóżku.
- To była najwspanialsza noc jaką pamiętam - szepnął Bill wodząc palcem po policzku Janett.
- Moja też. Nie mogłam sobie lepiej wyobrazić spędzenia ostatniej nocy - uśmiechnęła się lekko Janett.
- Zapewniam Cię, że jeszcze nie jedna przed nami.
- Mam nadzieję… Wiesz co? Zgłodniałam trochę - brunetka pokazała mu język.
- Wiesz, że je trochę też? Może zamówmy coś?
- To Ty coś wybierz, a ja za chwilę wrócę dobrze? - i pocałowała go w czoło. Owinęła się kołdrą i wstała z łóżka.
- Janett, mnie się wstydzić nie musisz.
- A jak ktoś tu wejdzie?
- Do tej pory nikt nie wszedł to teraz też nie.
- Oh narzekasz. Nie lubię chodzić po pokoju naga.
- Wy to macie problemy - i przekręcił oczami. Brunetka zaczęła szukać w swojej kosmetyczce potrzebnych tabletek. Szybko je odnalazła i połknęła jedną. Bill w tym czasie zdążył się dodzwonić do kuchni. Janett położyła się obok i musnęła bark chłopaka.
- Dziękuję bardzo - czarnowłosy zakończył rozmowę.
- No i co tam zamówiłeś?
- Lodowe spaghetti z truskawkami i szampana.
- Mm… Wakacyjnie.
- W końcu zbliżają się wakacje.
- Już są głupolu.
- Oh, dla kogo są dla tego są. Głupolu – zaakcentował ostatni wyraz i zaczął ją gilgotać. Po chwili recepcja przyniosła danie. Bill sprawnie założył bokserki i odebrał zamówienie.
- Ojej, śniadanie do łóżka - Janett usiadła i odebrała tacę od chłopaka.
- Mhm.. Smacznego - powiedział kiedy usiadł obok. Nalał jeszcze szampana do kieliszków i zajął się swoją porcją. Wesoło rozmawiali, karmili siebie wzajemnie. Cieszyli się czasem jaki im pozostał. Bill ciągle napawał swój wzrok kształtem ciała Janett, okrytym tylko pod cienką kołdrą. Jakoż że on skończył szybciej, odstawił swój talerz i przyglądał się swojej kochance. Kiedy ona oblizała ostatnią łyżkę, zabrał jej naczynie i położył się obok. Jedną ręką podparł głowę, drugą zaś trzymał kieliszek. Janett leżała na boku i przyglądała się Billowi.
- Pięknie wyglądasz. Jak taka mała, bezbronna dziewczynka – kiedy to mówił w jego głosie dało się słyszeć ciepło. Wzrok był pełen uwielbienia.
- Oh.. Dobrze, że to tylko pozory – zaśmiała się lekko. Bill po raz kolejny dzisiejszego wieczoru skosztował jej ust. Mógłby się od nich nigdy nie odrywać. Tak słodko smakowały. Po chwili odstawił kieliszek i znalazł się nad nią. Janett szybko pozbyła się bokserek czarnowłosego i okryła ich pościelą. Kochali się namiętnie po raz drugi, ale na pewno nie ostatni.
No i jak się podobało? Nie bijcie, bo po raz pierwszy musiałam się zmierzyć z tego typu momentami ;))
komentarze [5]
22. >> czwartek, 24 kwietnia 2008 22:23:23
No to dodaję kolejną część do rąk waszych :))
Marta Mysłałam, że Ty nie skończysz tego opowiadania ;)) To fakt trochę się narobiło ;))
Daga Tylko nie bij! Zabij, ale nie bij :PP Marzenia, marzeniami a to jest MOJE opowiadanie :PP
yunaWiesz, staram się :PP A czekam na te przemyślenia od Ciebie :PP
A teraz czas na część ;**
**********************************
Kathrin siedziała na dachu. Przyciągnęła nogi do siebie i patrzyła na usypiające miasto. Samotna łza spłynęła po jej policzku. Szybko ją otarła.
-Nie bądź głupia. Gdyby Cię teraz zobaczył zapewne by triumfował- powiedziała sama do siebie. Siedziała tak i kłóciła się z własnymi myślami. Jedne były przeciwko niej, inne za nią. Tylko nie wiedziała które krzyczały w tym momencie bardziej. W pewnej chwili usłyszała zgrzyt. Ktoś usiadł obok.
-Musimy wracać- powiedział manager.
-Jack. Ja chcę do domu.
-Wiem Kathrin.
-To wszystko robi się coraz cięższe.
-Jeszcze trochę. A potem pojedziemy na wakacje.
-Długie?
-Dwa tygodnie.
-Eh…
-Wiesz, że nie możemy dłużej.
-Wiem… Jakieś Karaiby?
-Zobaczymy. Chodź już.
-Jack. Przytulisz mnie?
-Jasne- i objął ją mocno. Wtuliła się w jego pierś. Cieszyła się, że ma u boku takiego managera. Kiedy wrócili do hotelu, dziewczyna szybko poszła spać.
Skończyli koncert. Zeszli ze sceny. Dzisiejszego wieczora gitarzysta miał mały problem z ukazaniem szeregu swoich białych zębów. Warga bolała. Na szczęście nie musiał wyciągać kolczyka. W garderobie każdy wymieniał opinie na temat koncertu.
-Im bliżej końca tym bardziej się denerwuję- stwierdził Bill.
-A ja odwrotnie. Jestem coraz bardziej rozluźniony- odparł Gustav.
-David, Janett pojechała?- spytał czarny.
-Tak. Tom jak Twoja warga? Nadal boli?
-Jak cholera. To cud że nie spuchła.
-Dostałeś od razu plaster.
-Dziękować.
-Nieźle Cię potraktowała. Coś Ty jej powiedział?
-Daj spokój, nie chcę do tego wracać.
-Eh… Dobra za chwilę wracamy do hotelu- powiedział i wyszedł z pomieszczenia. Tom okrył twarz ręcznikiem. Nikt się nie odzywał. Jedynie Bill rozmawiał szeptem przez telefon. Na jego twarzy ciągle widniał uśmiech. Kiedy Tom spojrzał na niego ukradkiem poczuł ukucie w sercu. Wiedział, że od pewnego czasu coś się zmieniło. Nie był do końca pewien co, ale nie dawało mu to spokoju.
-Bill… Wyjdź stąd- powiedział do brata.
-Przepraszam na chwilę- powiedział i zwrócił się do dredziarza- o co Ci chodzi?
-Jestem zmęczony, marzę o tym, żeby się położyć a Ty jesteś dla mnie za żywy.
-Co?
-Po prostu stąd wyjdź, proszę- odpowiedział Tom i ponownie położył głowę na oparciu fotela. Bill spojrzał na bliźniaka dość dziwnym wzrokiem, ale zrozumiał i wyszedł.
Kiedy wrócili do hotelu wszyscy skierowali się do własnych pokoi. Tom od razu wszedł pod prysznic. Czuł jak cała złość i ból z niego spływa. W łóżku przekręcał się z boku na bok. Myśli nie dawały mu spokoju. Wstał. Założył spodnie i opuścił swój pokój. Stanął przed drzwiami numer 125. Wziął głęboki oddech i zapukał. Jednak odpowiedziała mu cisza. Spróbował więc ponownie. Ale nic nie usłyszał. Po chwili zza rogu dobiegł go głos.
-Ona już dawno śpi.
-Eh… Miałem nadzieję, że z nią porozmawiam.
-Tom.. O co w tym wszystkim naprawdę chodzi?
-Janett… to nie jest rozmowa na teraz.
-Skoro z nią byłeś w stanie porozmawiać to dlaczego ze mną nie?
-Chodź do mnie do pokoju.
-Do mnie bliżej- uśmiechnęła się i otworzyła drzwi do których przed chwilą pukał chłopak.
-Ale Kathrin śpi- szepnął.
-W pokoju obok. Jak zamknie się drzwi, nic nie będzie słychać. Siadaj- powiedziała a chłopak posłusznie wykonał polecenie. Janett zamknęła drzwi od sypialni i zajęła miejsce koło Toma.
-No to słucham Cię teraz.
-Tu nie ma czego słuchać. Z resztą pewnie Kathrin Ci wszystko powiedziała.
-Tak. Że podobno chciałeś ją zaliczyć.
-Jasne, że nie. Nie wiem co jej strzeliło do głowy, ale nie mogłem jej powiedzieć co czuję. Bo sam tego nie jestem pewien.
-I musiałeś to potwierdzić? Przecież ona Cię nienawidzi.
-Janett co miałem zrobić? Wiesz jaki ja jestem- chłopak głośno westchnął i spojrzał na zamknięte drzwi- brakuje mi jej.
-To dlaczego nic nie robisz, żeby to naprawić?
-Chciałem dzisiaj pogadać. To wylądowałem u niej w pokoju, ale na rozmowie z Tobą.
-Może to i dobrze. Nie wiadomo jak by się to skończyło, szczególnie po tym co się dzisiaj wydarzyło w garderobie. Warga boli jeszcze?
-Tak, ale nie jest już tak źle. Może gdyby nie miała wyjścia..
-Tom. Znasz Kathrin. Dla niej nie ma sytuacji bez wyjścia.
-Eh.. Dlatego nie wiem jak mam do tego wszystkiego podejść- dziewczyna słysząc te słowa uśmiechnęła się ciepło.
-No proszę. Tom Kaulitz nie wie jak się zachować wobec dziewczyny. Ale to dobrze. Bo to znaczy, że jest dla Ciebie ważna, skoro nie chcesz wobec niej stosować swojej taktyki.
-Jasne, że jest dla mnie ważna.
-Eh… Postaraj się z nią jutro pogadać, skoro rzeczywiście Ci na niej zależy. A tak ogólnie jak trasa? Za niedługo koniec, co?- brunetka sprawnie zmieniła temat. Chłopak szybko podchwycił i odpowiedział. Rozmawiali nie zważając na porę.
Rano czarnowłosa wstała z lekkim bólem głowy. Janett leżała obok, co zdziwiło Kathrin. Zwykle spała u Billa. Uważała, że to było lepsze bo po co miały by się cisnąć we dwie, skoro Billowi to na rękę, że śpi z nim. Delikatnie wstała i przeszła do pokoju. Już miała wejść do łazienki kiedy jej wzrok przykuła osoba która leżała na kanapie. Podeszła bliżej. Spojrzała z czułością na spokojną twarz chłopaka. Koc którym miał być przykryty leżał na ziemi. Podniosła go i nakryła półnagie ciało Toma. Uśmiechnęła się jeszcze i skierowała do łazienki. Tuż przed drzwiami znów zatrzymała się na moment. Odwróciła delikatnie i przyjrzała się jeszcze raz chłopakowi. „Co on tu robi?” pomyślała nagle. Złapała szklankę z wodą i z premedytacją oblała twarz dredziarza. Szybko się obudził.
-Co się dzieje?- spytał sennym głosem.
-Co Ty tu robisz?!- krzyknęła dziewczyna.
-Śpię! Nie widzisz?!
-Co robisz w MOIM pokoju?!
-Nie tylko Twoim bo i Janett. Rozmawiałem z nią wczoraj. I musiałem usnąć. A Ty już się musisz bulwersować?!
-Tak! Bo nie masz tu wstępu! Czy to ciężko zrozumieć, że nie chcę na Ciebie patrzeć?!
-I wzajemnie!- nagle w drzwiach sypialni stanęła Janett.
-Czy moglibyście choć raz porozmawiać normalnie? Czy naprawdę nie umiecie się inaczej zachować?! Idę do łazienki i nie chcę słyszeć żadnych krzyków!- i przeszła między nimi.
-Widzisz co robisz?- szepnęła czarnowłosa.
-Ja?! To Ty zaczęłaś krzyczeć- odpowiedział blondyn.
-Wyjdź stąd- wskazała mu palcem drzwi.
-Już wychodzę- i wyszedł. Dziewczyna zamknęła pośpiesznie drzwi. Po chwili jednak je otworzyła i krzyknęła jeszcze za chłopakiem- I nie przychodź więcej do mojego pokoju. A do Janett jeśli mnie nie będzie!- i trzasnęła drzwiami. Kopnęła w nie z całej siły.
-Czy wy naprawdę musicie się kłócić? Nie masz już tego dość?- usłyszała za plecami przyjaciółkę.
-Jasne, że mam. Ale nie będę miła dla kogoś kto chce mnie przelecieć!
-Kathrin! On wcale tego nie chce!
-A Ty znów go bronisz!
-Bo wiem jak jest! Nie jesteś dla niego pierwszą lepszą panną!
-Skąd wiesz?!
-Bo mi to powiedział.
-Och bidulek musiał się wypłakać.
-Kathrin przestań. Sama dobrze wiesz, że to wszystko nie tak- czarnowłosa podeszła do okna.
-Ja już nic nie wiem Janett. Jeden jest lepszy od drugiego.
-Oh… To że David okazał się dupkiem, nie znaczy to, że Tom też jest taki.
-To dlaczego twierdził, że chce się ze mną przespać?- Kathrin spojrzała uważniej na przyjaciółkę.
-Bo nie chciał Ci powiedzieć co do Ciebie czuje. Sam nie był pewny..
-A teraz już jest pewien?
-Tak. Kiedy Cię już traci, wie ile dla niego tak naprawdę znaczysz. Wczoraj on nie przyszedł do mnie. Chciał pogadać z Tobą, ale już spałaś.
-Na.. Naprawdę?- Janett słysząc te słowa uśmiechnęła się. Wiedziała, że przekonała Kathrin.
-Aha.
-Eh.. Muszę nad tym wszystkim pomyśleć. Idę się przy okazji umyć- i zielonooka zniknęła za drzwiami łazienki.
Leżał na łóżku i po raz kolejny karcił się wewnątrz.
-Debilu mogłeś jej powiedzieć, a nie się kłócić- powiedział sam do siebie i się podniósł. Zebrał rzeczy do ubrania i zamknął się w łazience. Kiedy wyszedł z wanny po długiej kąpieli przejrzał się swojemu odbiciu w lustrze. Po raz pierwszy nie zauważył w nim pewnego siebie chłopaka, skłonnego następnej nocy przespać się z kolejną dziewczyną. Czyżby Tom Kaulitz się po raz pierwszy zakochał?
komentarze [4]
21. >> niedziela, 30 marca 2008 21:21:59
Eh...
Mało was skomentowało :(
No cóż.
Dodaję dzisiaj nową część.
Nie bijcie za długość, ale to taki trochę przejściowy odcinek.
I pewnie dlatego ;**
**************************************
Szła przez korytarz. Jej nadzieja, zburzyła się bezpowrotnie.
„Podły drań. Wiedziałam, ze będę tego żałować” – takie myśli krążyły po jej umyśle. Weszła pośpiesznie do pokoju czarnowłosego basisty.
-Mówiłam, że chciał się tylko ze mną przespać?- powiedziała zmarnowana.
-Jak to?
-Pieprzył najpierw o przyjaźni, ale w końcu już nie miał co wymyślić.
-Nie, no… To jest jakieś nie możliwe.
-Alex, daj spokój. Czuję się jak jakaś.. ugh. Jak mogłam byś taka naiwna. Przecież to jasne, że mu o nic innego nie chodzi.
-Kat przestań…
-Wszyscy są tacy beznadziejni. Idę po Janett. Bo jeszcze coś jej ta malowana lala zrobi- i jak powiedziała tak zrobiła. Kiedy zapukała otworzyła jej Janett.
-Zbieraj się. Zabieram Cię stąd.
-A właśnie miałam wychodzić.
-I dobrze. Bo ten zespół to jedna wielka pomyłka.
-Co?- Janett nie wiedziała o co Kathrin chodzi.
-Potem Ci powiem, chodź. Pewnie zaraz tu przyjdzie Tom wyżalić się braciszkowi, a nie chcę go spotkać- powiedziała Kathrin. Bill stał w pokoju i zastanawiał o co może chodzić.
-Janett zadzwonię do Ciebie- rzucił na koniec czarny.
-Co jest?- przyjaciółka spytała od razu.
-Pokłóciłam się z Tomem.
-Jak to? Myślałam, że śpicie razem, dlatego nie wracałam.
-Przestań. Wyszło na jaw, że chciał się ze mną przespać. I nic więcej.
-CO?!- Janett, aż stanęła z zaskoczenia.
-Nie rób takiej zdziwionej miny. To było wiadome od początku.
-Ale przecież… Wszystko było ok. Przyjaźniliście się- Janett nie mogła pojąć słów Kathrin.
-To wcale nie była przyjaźń.
-Nie no ja w to nie wierzę. Idę do Toma- i już zaczęła się kierować w stronę pokoju dredowłosego.
-Janett! Nie lubię jak ktoś się wtrąca w moje sprawy!- Kathrin ją zatrzymała.
-To jest nie możliwe! Kathrin.. Znam go jak wykreowały go media. A w stosunku do Ciebie był całkiem inny.
-Gadasz głupoty. I lepiej już nic nie mów, bo mi się robi niedobrze od tej słodkości. Alex mówi dokładnie to samo. A on mi wprost powiedział, że chciał mnie tylko zaliczyć. To już jego problem- i skręciła do swojego pokoju.
-Nie.. mnie się to nie podoba- odpowiedziała Janett wchodząc za przyjaciółką.
-Daj spokój. W ogóle uważaj na Billa. Niby taki romantyk z niego, ale nigdy nic nie wiadomo. Pewnie też zalicza laski jedna za drugą.
-Kathrin.. Oni są naprawdę inni jeśli chodzi o bliskie im osoby.
-Jasne. Dobra, rób co chcesz. Tylko żeby potem nie było, że Cię wykorzystał- powiedziała Kathrin i poszła do pokoju spakować rzeczy. Po południu wyjeżdżali. Kiedy czekali aż podjadą busy, Janett rozmawiała z Billem na temat kłótni znajomych, Tom i Kathrin udawali, że się niczym nie przejmują i zwyczajnie rozmawiali z kimś innym. David gadał z Jackiem na temat zameldowania w następnym hotelu i organizacji koncertów. W końcu mogli wyjść i wsiąść do swoich dotychczasowych domów. Życie zaczęło się toczyć dalej. Znów zaczęto koncertować. Wywiady zostały przyozdobione o kilka pytań związanych ze stanem zdrowotnym wokalistki Hated Love. Zespoły nadal się jako tako kontaktowały. Tylko Kathrin starała się unikać dłuższych rozmów. Janett w końcu była z Billem. Kat nadal uważała to za jakąś pomyłkę, ale nie chciała się odzywać. Nie miała ochoty na kolejne kłótnie.
Do końca trasy został tydzień. I cztery koncerty.
Byli już po pierwszym. Oba zespoły miały wspólną garderobę. Drzwi się otworzyły, a za nimi ukazało się całe Hated Love.
-Pić!- krzyknęła Kat. Janett, która siedziała właśnie u Billa na kolanach, rzuciła jej, prosto z lodówki, butelkę z wodą. Czarnowłosa rzuciła się na jedyny wolny fotel i wypiła pół zawartości napoju.
-Ej weźcie się ruszcie. Niektórzy chcą usiąść- zirytował się Alex, na co Tom zszedł mu z miejsca.
-Będziemy za chwilę jechać- oznajmił Jack.
-Co?! Przecież dopiero zeszliśmy. Chcemy odpocząć- Dan również miał kiepski humor.
-Co się z wami dzieje? Przecież dobrze graliście- zauważył manager.
-Fanka dzisiaj zleciała z fali. Ochroniarze ją złapali, ale walnęła nogą z całej siły w barierkę. Tylko patrzyliśmy jak przybiegli sanitariusze…- powiedziała Ann.
-To jest koncert. Nie możecie panować ze sceny nad fanami.
-Ale to nie jest miłe jak się na coś takiego patrzy- zauważyła Kat.
-Przejmujesz się za bardzo- odpowiedział jej Tom.
-No przynajmniej. Nie to co Ty- odpyskowała mu czarna.
-Jeśli chodzi o kogoś ważnego też się przejmuję.
-No widzisz, dla mnie fani są ważni. Nie sypiam z nimi co noc.
-Ja też nie- syknął. Całej scenie szczególnie przyglądali się Bill i Janett.
-No fakt. We Francji masz problemy z dogadaniem się, więc jest pewna przeszkoda. Ale z tego co mówiłeś, jakieś dwie udało Ci się zaliczyć.
-Czyli jednak nie co noc. Może pomyśl nim coś powiesz.
-Oh przepraszam. Uraziłam Twoją dumę? Jak mi przykro. Takim chamom jak Ty nie szczędzę słów.
-Z takimi larwami jak Ty nie rozmawiam- na te słowa Kathrin wstała.
-Czyżby cała Twoja „przyjaźń” już wyparowała? Nie okazałam się laską na jedną noc to już możesz mnie nazwać larwą?
-Sama powiedziałaś, że cała przyjaźń nie istniała. Oj Kathrin.. widać, źle z Tobą. Gadasz jakieś głupoty. Czyżbyś miała gorączkę?- powiedział z udaną troską i przyłożył dłoń do czoła dziewczyny.
-Weź tą rękę. A po za tym to ja to powiedziałam, ale Ty ostro ostawałeś przy tym, że się ze mną przyjaźniłeś.
-Bo wiedziałam, że na nic innego jak przyjaźń nie polecisz. Szybko Cię rozpracowałem.
-Ha! Rozpracowałeś? To niby dlaczego się z Tobą nie przespałam? To ja za szybko odkryłam Twoje zamiary.
-Nigdy byś tego nie zrobiła gdyby nie jedno głupie zdanie.
-Czyli nie jesteś nieomylny.
-A Ty jesteś idealna? Nie dziwie się, że jesteś niedostępna. Bo nikt Cię nie chce. Tylko udajesz taką cnotkę niewydymkę. A tak naprawdę myślisz o tym samym co ja czy całkiem inny człowiek- na te słowa dostał w twarz. Lekko go odrzuciło. Kiedy się wyprostował z jego wargi leciała krew.
-Zwariowałaś?! Też mam kolczyk w wardze! Jutro nie będę mógł nic mówić!
-I dobrze. Może nauczysz się że niektóre rzeczy zostawia się dla siebie- powiedziała do niego. Odwróciła się na pięcie i wyszła trzaskając drzwiami. Do Toma po chwili podbiegł Bill. Chciał wytrzeć mu chusteczką krew, ale ten go odepchnął i również wyszedł.
-Oni są nienormalni- stwierdziła Janett.
-Niedługo się pobiją- dodał Alex.
-Oby nie. A jeśli już to niech to po trasie zrobią. Bo inaczej nie dokończymy- odparł Bill.
-Miejmy nadzieję, że gdziekolwiek teraz poszli, nie spotkali się- miał nadzieję Jack.
komentarze [3]
20 >> wtorek, 18 marca 2008 23:25:34
Jejku... To już 20 :)) Po miesiącu jakoś mi się udało poprawić notkę i wrzucić :))
yuna:No kiedyś trzeba skończyć :PP
Daga:Cieszę się, że Ci się podobało :)
Agathe: Żeś się rozpisała :P Czekam na jakiś dłuższy komentarz :)
Watashiwa Ola desu: Oh no różnie można do tego podchodzić ;)
A teraz zapraszam na kolejną część ;))
********************************************
Dzień zapowiadał się piękny. Słońce wkradało się malutkimi promyczkami do pokoi zespołów. Jednak większość przeklinała je, chcąc się jeszcze wyspać. Głowy bolały, w gardle suszyło, a do telefonu nie miało się siły podejść. Do pokoju czarnowłosego basisty ktoś bardzo mocno zapukał, po czym wparował wykrzykując na cały apartament „Dzień dobry”.
-Ja ją kiedyś zabiję- szepnął sam do siebie i zakrył głowę poduszką.
-Alex wstawaj! Zobacz co Ci przyniosłam- powiedziała z wrzawą dziewczyna.
-Kathrin nie krzycz. To że Ty nie piłaś nie znaczy, że inni tego nie robili. Boli mnie głowa więc to trochę uszanuj- poprosił chłopak nadal nie pozbywając się nakrycia.
-Przyniosłam Ci wodę z cytryną. I rusz swoje szanowne cztery litery, bo muszę z kimś pogadać- tym razem Alex uległ i spojrzał na dziewczynę zdziwionym wzrokiem. Usiadł na łóżku, przeciągnął się i sięgnął po butelkę. Wziął kilka porządnych łyków. Kathrin patrzyła na to wszystko z politowaniem.
-No to teraz mów- powiedział chłopak i rozsiadł się wygodnie na łóżku i poklepał miejsce naprzeciw siebie. Dziewczyna spoczęła. Zaczęła mu opowiadać o tym co się wydarzyło w nocy. Mówiła mu o swoich przemyśleniach, o wnioskach do jakich doszła. Alex słuchał tego z przerażeniem. Kathrin nie wiedziała o jednym dosyć istotnym fakcie, którym była dawna „miłość” Billa do niej.
-Alex czy Ty mnie słuchasz?- zapytała.
-Przepraszam, zamyśliłem się na chwilę. O czym mówiłaś?
-O tym, że potem poszłam na fajkę.
-CO?!- Gdyby stał pewnie usiadł by z zaskoczenia.
-Nie wytrzymałam. Tak się wkurzyłam.
-Kathrin! Ale Ty nie palisz!
-Tak. To prawda.
-Więc co to miało znaczyć?
-Wiesz nim zaczęłam karierę, paliłam. Nie byłam super aniołkiem. Jak się wszystko zaczęło rzuciłam to świństwo i powiedziałam, że nigdy więcej nie wezmę tego do ust. Jednak nie wytrzymałam. Mam paczkę przy sobie.
-Godness. Co on z Tobą zrobił… Kathrin.. Bo widzisz. Jest pewna delikatna sprawa.
-O co chodzi?
-No bo Bill… Nie no, ja Ci nie mogę tego powiedzieć.
-Alex… O co chodzi?
-Powiedziałaś, że Tom nie mógł się wcześniej z Tobą przespać, bo Bill miał wcześniej taki plan, no a nie mogli ze sobą rywalizować?
-No tak. Przecież to Bill się do mnie dowalał.. Znaczy no szukał jakiegoś kontaktu.
-Eh… A nie pomyślałaś o czymś innym?
-Tzn.? Jak o czymś innym?
-No, że on…
-Co?! Alex coraz bardziej mnie denerwujesz.
-Bo Bill się w Tobie kochał- powiedział szybko i spojrzał na reakcję dziewczyny.
-CO?!- Natychmiast się podniosła.
-No… Znaczy nie był aż tak zakochany, ale zauroczył się.
-Ale Tom i tak się dowalał!
-Nie wiem jakie były zamiary Toma, ale wątpię, żeby tak po prostu chciał się z Tobą przespać.
-A ja Ci mówię, że tak.
-Nie wiem. Ja Ci mówię, że nie chodziło mu o to. Po prostu nie mógł wcześniej bo Bill się kochał a potem David.
-W takim razie o co?!
-No wiesz… Swego czasu dosyć mocno się zbliżyliście do siebie.
-Przestań! Alex Ty wszędzie widzisz Love Story- oburzyła się dziewczyna.
-Kathrin sama możesz powiedzieć, że to było coś więcej.
-Nie! To był tylko przyjaciel!
-Jasne. Wiesz widziałem jak na niego patrzyłaś.
-Jak?
-Kathrin takiego wzroku nie da się nie zauważyć. Patrzyłaś tak tylko na jedną osobę, którą był Peter- na te słowa Kathrin opuściła głowę. To był jedyny chłopak którego Katrhin szczerze kochała. Długo się zbierała po rozstaniu.
-Nie wspominaj o nim.
-Ale identycznie patrzysz na Toma. Kat… nie oszukuj znów siebie.
-Ale ja nie oszukuje.
-Oczywiście, że to robisz. Szczególnie teraz kiedy wiesz, że tak naprawdę on czuje do Ciebie to samo.
-Skąd mam o tym wiedzieć?! Wczoraj bardzo pięknie udowodnił, jak mu zależy tylko na zaliczeniu mnie! Nie ma innego wytłumaczenia! Nic go nie usprawiedliwia- Kathrin zaczęła chodzić po pokoju. Alex żałował, że to powiedział, bo jego głowa zaczynała pulsować, a ból dwukrotnie wzrósł kiedy Kat podniosła głos.
-Kathrin nie krzycz.
-Przepraszam… Ale nie.. To jest nie możliwe. To brzmi jak jakaś telenowela- wyciągnęła z bluzy paczkę papierosów.
-O nie! Przy mnie tego nie zrobisz.
-Uważaj bo- i odpaliła papierosa i mocno się zaciągnęła. Alex nie wierzył w to co widział.
-Kathrin, może pójdź porozmawiaj z Tomem? Wtedy dowiesz się wszystkiego.
-Eh.. Nie chce z nim gadać. Nie mam ochoty na niego patrzeć.
-Przestań. To oczywiste, że kiedy tylko powiedziałem, że chodziło mu o coś innego automatycznie miałaś nadzieję w sercu i w sumie byłabyś skłonna mu wybaczyć.
-Żartujesz? Alex nic się nie zmieniłam.
-Właśnie. Nic się nie zmieniłaś, a to znaczy, że właśnie tak było- mimo wszystko chłopak miał ciutkę racji. Ale nadzieję, okrywała płachta złości i obrzydzenia. Zgasiła papierosa i schowała ręce do kieszeni.
-To idę.
-Zuch dziewczyna.
-Podejrzewam, że nie masz racji. Ale idę tylko po to, żeby się upewnić w tym co mówię.
-Jasne. Pa- i pomachał jej. Czarna szła przez korytarz i zastanawiała się jak ma zacząć rozmowę. Nic jej nie przychodziło do głowy jak spytać wprost jakie ma zamiary wobec niej.
Zapukała do pokoju. Zwykle i również tu wchodziła bez pytania, ale teraz czuła się nie swojo. Jak by to była całkiem inna osoba. Nie ten sam Tom z którym jeszcze wczoraj leżała na łóżku i żaliła się z kolejnej kłótni z Davidem. Jak by wrócił ten którego znała na początku trasy. Zimny drań, nie liczący się z uczuciami dziewczyny.
„Tyle się wczoraj zmieniło… To jak z jednej skrajności w skrajność” pomyślała kiedy otworzyły się przed nią drzwi.
-Hej- przywitał ją dredziarz, stojący w samych bokserkach.
-Hej. Mogę wejść?- spytała.
-Jasne. Nie musisz pytać, przecież wiesz.
-No właśnie już nie wiem- powiedziała wchodząc w głąb pokoju.
-Jak to?
-Musimy poważnie pogadać- spojrzała na niego. Na jego twarzy malowało się zdziwienie.
-Ale co się stało?
-Bo widzisz… - Zaczęła jak malutka dziewczynka- wczoraj kiedy powiedziałeś, że gdyby nie Bill I David już dawno było by inaczej. O co Ci chodziło?- zauważyła że chłopak się zmieszał.
-Widzisz… Mnie przyszło tylko jedno do głowy- kontynuowała.
-Co?
-To, że chciałeś mnie przelecieć.
-Jasne, że nie chciałem Cię przelecieć!- podszedł do niej i złapał za ręce. Wyrwała mu je i schowała do kieszeni.
-Jakoś mi ciężko Ci zaufać. Wszystko wczoraj na to wskazywało. Każde Twoje zachowanie, po dłuższym przeanalizowaniu prowadziło do tego.
-Kathrin gdyby tak było, już dawno bym sobie dał spokój. O laski z którymi chcę się przespać, staram się góra pół dnia.
-Bo potem Ci ulegają. No, a mnie się nie udało tak szybko zdobyć. Nie wiem na ile Cię stać. Ale stawiam, że chodziłbyś dumny jak paw jak by Ci się udało przespać z najbardziej niedostępną laską.
-Przestań!
-Jak mam przestać?! Podaj mi chociaż jeden powód dla którego mam ufać, że jest inaczej!
-A dlaczego jak David Cię zdradził to byłem przy Tobie? Dlaczego nie doszło wczoraj do niczego więcej? Dlaczego się powstrzymałem? Bo nie chodziło mi o to!
-No tak, zaciągnąłeś wszystkich do klubu, tylko, że miałeś mały problem, bo ja nie piłam, więc nie udało Ci się mnie spić. A z Davidem dobrze wyszło, bo wiedziałeś, że do niego nie wrócę po czymś takim. Bill się odkochał więc miałeś czyste pole. Nic Ci nie przeszkadzało.
-Skąd wiesz o Billu?
-Alex mi powiedział.
-Kat, uspokój się. Mnie naprawdę nie chodzi o to, żeby się z Tobą przespać! Jesteś dla mnie osobą wyjątkową. I wierz mi, ze tak szczerych słów to żadna laska ode mnie nie usłyszała. Za żadne skarby nie oddałbym tej znajomości. Nie ma drugiej takiej osoby. Zrozum to.
-No właśnie nie umiem tego zrozumieć. Sypiasz ze wszystkimi laskami, więc dlaczego mnie miałbyś potraktować inaczej?
-Już Ci powiedziałem. Jesteś dla mnie wyjątkowa! Wczoraj, rzeczywiście zapędziliśmy się. Zdarzyło się. Powiedziałem o jedno słowo za dużo, ale mi nie chodziło o to, żeby się z Tobą przespać a o naszą przyjaźń.
-Nie jesteś moim przyjacielem- powiedziała chłodno czarna, na co Toma zatkało. Chciał coś dopowiedzieć, ale nie był w stanie- Nie jesteś nim. Przyjaciele nie całują. A potem nie mówią, że mogło być inaczej. Nie wiem, co było przesłaniem tego. Domyślam się najgorszej prawdy, że mimo wszystko jesteś podłym draniem, który tylko zalicza laski.
-Kathrin… Nie jest tak jak myślisz. Media mnie tak wykreowały. Może i sypiam z fankami co tydzień. Może i flirtuję, ale do osób mi bliskich mam inne podejście.
-Ale ja już Ci, nie wierzę.
-Kathrin, ale powiedz sama. Żałujesz tego co się wczoraj wydarzyło?!
-Nie żałuję, bo otworzyło mi oczy. Wszyscy jesteście tacy sami. Cały ten was zespolik.
-Przestań! Widziałem, jak Ci się oczy świeciły. Podobało Ci się. Nie zaprzeczyłaś.
-No tak, można mnie było całować. Jeszcze trochę i pewnie byś mi zaczął bluzkę ściągać!- Tom już nie miał sił się dalej tłumaczyć.
-Tak wiesz, masz rację. Nie wiem dlaczego wczoraj nie wykorzystałem swojej szansy do końca. Zaliczyć taką laskę. Mógłbym się Davidowi pochwalić, że dziewczyna na której mu zależało oddała się mnie- dogryzł jej. Podeszła do niego i spoliczkowała. Odwróciła się na pięcie i skierowała do drzwi. Przed wyjściem zatrzymała się na moment.
-Jesteś beznadziejny.
-Idź już, muszę wziąć prysznic- i zamknął za nią drzwi.
**********
Nie wiem jaka długość tego wyszła, ale nie zabijcie mnie ;))
komentarze [3]
19 ;)) >> środa, 20 lutego 2008 23:14:08
Na wstępie chcę przeprosić, że tak długo...
I że tak krótko ;*****
Notka dla mojej yunki.
Bądź taka szczęśliwa jak jesteś teraz przez dłuuuuugi czas ;*:*
***********
Kiedy czarnowłosa już zasypiała, kilka pokoi dalej dwójka nastolatków próbowała się rozdzielić do spania. Walczyli od dobrych kilkudziesięciu minut.
-Bill! Ja śpię na dużym łóżku. Ty śpisz na kanapie!- krzyczała Janett która już ledwo stała.
-Ale już Ci mówiłem! Dlaczego ja mam spać na kanapie skoro to MÓJ pokój? Chyba właśnie dlatego go wybrałem, żeby mieć wygodne łóżko tak?!
-Ale ja jestem gościem!
-No to właśnie goście śpią na kanapie! A najczęściej mają osobne pokoje.
-O ile dobrze pamiętam, to Ty mnie prosiłeś żebym z Tobą została, bo się boisz nocnych potworów- i tu wybuchła śmiechem.
-Z czego się śmiejesz? Co Ci miałem powiedzieć?- i spojrzał ciekawskim wzrokiem.
-Żebym po prostu została.
-Oh już widzę, jak byś się zgodziła. Zaraz by było, że nie bo Kathrin czeka, bo przyjechałaś do niej…
-No bo to prawda. W sumie zapomniałam o Kat.
-Super. Idź sobie teraz.
-No już się nie bulwersuj. Pewnie już dawno śpi z Tomem
-Jak to śpi z Tomem?
-No, bo jak Kathrin nie może usnąć to wtedy pisze do Toma, żeby do niej przyszedł albo sama do niego idzie i śpią razem.
-Ale no ten…?
-Nie!
-Aha. Już myślałem, że mu się udało ją złamać.
-Zwariowałeś? Kathrin nie jest typem laluni. Ona nie leci na jakieś tandetne teksty.
-Phi. Tandetne. Dopracowane do perfekcji.
-Widzę, że Ty też już swoje masz.
-No wiesz… Czasami poflirtować nie zaszkodzi.
-Oh super. To niech Cię usypiają te z którymi tak flirtujesz- już miała wychodzić kiedy Bill ją złapał za rękę.
-Ale one nie zrobią tego tak super jak Ty- przytulił się do niej od tyłu. Janett zaśmiała się głośno.
-Wiesz co?! Te Twoje teksty to naprawdę są niedopracowane.
-No, ale nie masz ochoty zostać? Mogłabyś się przytulić do mnie.
-Z tego co wiem, to śpisz na kanapie w drugim pokoju- na co Bill ją puścił. Włożył ręce do kieszeni.
-Jesteś straszna.
-Wiem. Ale za to mnie kochasz- powiedziała żartem i pokazała mu język. Czarny spojrzał na nią z ukosu. Wydała mu się taka piękna. Miała w sobie coś co przyciągało. Do tego alkohol robił swoje. Podszedł do dziewczyny i ją pocałował. Janett była nie mało zdziwiona jego zachowaniem. Odepchnęła go.
-Co Ty robisz?!
-Przepraszam, nie mogłem się oprzeć. Nie powinienem.
-Tak, to prawda. Nie powinieneś. Przynajmniej nie bez pytania.
-A jak bym się spytał?- Bill przymrużonymi oczami spojrzał na dziewczynę.
-No to była by inna sprawa.
-A mogę się spytać?
-A pytaj. Kto pyta nie błądzi.
-Mogę Cię pocałować?
-A dlaczego chcesz mnie pocałować?- odpowiedziała mu pytaniem na pytanie.
-Nie wiem? Samo z siebie wychodzi.
-I co rano nie będziesz nic pamiętał tak? Ma to być forma zabawy?
-Nie, dlaczego?
-No wiesz, może mnie potraktujesz jak jakąś swoją fankę.
-A czy do tej pory traktowałem Cię jak fankę?
-No…. nie.
-No więc właśnie. To jak?
-A mogę ja Cię pocałować?
-No nie wiem…
-To ja też nie wiem..
-No dobrze, to możesz- uśmiechnął się do niej szeroko. Był przekonany, że tego nie zrobi.
-Okej- podeszła do niego i wpierw lekko musnęła. Potem zmusiła go do pełnego pocałunku. Z początku jej ruchy były nieśmiałe, język bał się wkraść do zamku zamkniętego w ustach chłopaka. Bill dłużej nie wytrzymał i przejął inicjatywę. Przycisnął dziewczynę mocniej do siebie. Dotknął dłonią jej policzka. Poczuł, że był gorący. Zatopił się w niej jeszcze bardziej. Ich języki rozpoczęły wspólny taniec. Czuli się jak w bajce. Dookoła nic nie istniało. Tylko oni. I dźwięk bijących w przyśpieszonym tempie serc. Janett spełniło się właśnie marzenie. Przecież od tak dawna tego chciała, tak bardzo pragnęła. Udowodniła sobie, że czasami warto w coś wierzyć z całych sił. Bill był szczęśliwy, bo udało mu się zrobić to do czego dążył. Dziękował w duchu Tomowi, że wyciągnął go ze szpon nieodwzajemnionego zauroczenia i nakierował na tą właściwą drogę. Oderwali się od siebie i spojrzeli wzajemnie w oczy. Błyszczały jak najjaśniejsze gwiazdy na niebie. Dało się z obu par wyczytać szczęście, a zarazem chęć kontynuowania przyjemności.
Bill po raz kolejny zbliżał się do ust dziewczyny, kiedy usłyszeli pukanie do drzwi.
-Kto to?- zapytała lekko zezłoszczona Janett.
-Zaraz się przekonamy- i Bill podszedł i otworzył drzwi. Ujrzał za nimi swojego brata.
-Możemy pogadać?- spytał i ujrzał za plecami Billa dziewczynę.
-To… Ja już pójdę- i Janett chciała wyjść kiedy Tom ją zatrzymał.
-Zostań.. Też możesz mi pomóc- i uśmiechnął się do niej lekko.
komentarze [4]
18. >> niedziela, 16 grudnia 2007 23:34:29
Witam was z nową częścią.
Ah moje 3 kochane osóbki :D
yuna : Wiem, że wiedziałaś.. To było oczywiste :PP Ciekawa jestem co dzisiaj powiesz? :P Ale stawiam, że też coś na wzrór, wiedziałam :P Przynajmniej w pewnym momencie :P
Daga: Hm.. Co się szykuje to się szykuje :P Ty mnie chyba zabijesz za tą częśc.. a przynajmniej za jej końcówkę.
Sunny:Eh.. niestety z długością może byc problem, ponieważ ta ma 5,5 strony w Wordzie. xD Nio, a co do opisów.. Chyba jest ich troszkę więcej.. Nie wiem, nie umiem jeszcze robic dłużysz opisów aczkolwiek pracuję nad tym :)
A teraz częśc :)
***********************************
W klubie wszyscy prócz Kathrin ruszyli na parkiet. Dziewczyna zamówiła sok i przyglądała się tłumowi. Janett tańczyła na zmianę z Alexem i Billem gdyż co chwilę jeden robił odbijanego.
Dan wywijał z Ann. Kat dopiero teraz dostrzegła jaka piękna z nich para. Uśmiechnęła się lekko. Zwróciła uwagę na Toma który flirtował z jakąś brunetką.
„Eh… Naiwna dziewczyna” pomyślała zielonooka. Przyglądała się tej scenie dobre kilka minut. Dziwiła się jak on to robi, że spojrzy tylko na laskę, a tej już się nogi uginają. W końcu „zwierzyna” uległa mu całkiem i zniknęli w tłumie.
-Oho. Teraz szybki numerek, a potem przyjdzie do mnie. Niech zapomni- powiedziała sama do siebie kiedy przed jej oczami wyrósł jak z ziemi Jack.
-Hej. Ty tu sama?- spytał siadając obok.
-Eh.. No niestety. A Ty co tu robisz?
-No muszę was pilnować. W końcu managerem jestem.
-Oh tak. Uważaj, bo Ci uwierzę. A na serio?
-Nudziło mi się w hotelu.
-Yhym.
-Chodź potańczyć.
-Żartujesz? Ja z Tobą?
-Dzięki.
-Nie to, żebyś nie umiał tańczyć, ale..
-Nie gadaj tylko chodź- i pociągnął ją za rękę. Dołączyli do Janett, Alexa i Billa i wszyscy obok siebie ruszali się zgodnie z rytmem piosenki. Zabawa była na całego. Po pewnym czasie znalazła się też zguba zwana Tomem oraz doszli Dan z Ann i Gustav z Georgiem. Wtedy parkiet należał tylko do nich.
W końcu postanowili usiąść.
-Matko kochana. Jack zabiję- wydusiła Kat.
-No przynajmniej się rozerwałaś- uśmiechnął się szeroko.
-Może coś do picia zamówimy?- zaproponował Bill.
-Oj tak. Jakąś colę coś…- odparła Janett.
-A może coś mocniejszego?- podchwycił Tom.
-Dobry pomysł. Jak już się bawić to konkretnie- zaśmiał się Alex.
-Ja odpadam. Zamawiam soczek- zaprotestowała Kat.
-Już nie narzekaj. No dobra czyli wszyscy drinki a Ty Kat sok?- podsumował Jack.
-Tak- odparli zgodnie.
-To zawołam kelnerkę- i po chwili zjawiła się dziewczyna i odebrała zamówienie. Kathrin zastanawiała się jak sobie poradzi z 10 napojami, ale nie wnikała w to głębiej.
Bill wyciągnął paczkę papierosów i pytał każdego czy pali. Kiedy zatrzymał się przy Kat ta tylko obrzuciła go krzywym spojrzeniem. Następnie poczęstował Jacka.
-Jack! Ty palisz?!- zdziwiła się wokalistka.
-No wiesz… Jakoś tak wyszło.
-A ja myślałem, że jestem sam- odparł Alex.
-Godness… Mój manager jest demoralistą, palaczem i pijakiem.
-Kathrin!
-Ale i tak bym Cię nie zamieniła na nikogo innego- i cmoknęła go w policzek na co reszta się zaśmiała.
-Ej idę się spytać co z tym zamówieniem, bo coś długo go nie ma a mi się pić chcę- zauważyła Janett.
-Idę z Tobą- Kathrin przepchnęła się przez wszystkich i powędrowała z przyjaciółką.
-God. Kat Ty to masz fajnie.
-Z czym?- zdziwiła się.
-No kluby, TH, Jack, Alex… Normalnie…
-Eh.. Co do klubów i Th to nie wiem co w tym fajnego, ale Jack i Alex to fakt. Jest czego pozazdrościć. Ale przecież teraz będziesz z nami więc…
-No tak, ale to tylko 3 miechy, a Ty masz ich cały czas.
-Ano…- i podeszły do baru. Spytały grzecznie co z napojami. Chłopak za ladą poinformował je, że już zaniesiono.
Kiedy wróciły do stolika, tylko dwie szklanki stały jeszcze pełne.
-Mmm… Zaczekaliście na nas. Jak miło.. Ale naprawdę nie trzeba było- powiedziała z ironią Kathrin.
-Oj narzekasz. Pić nam się chciało- powiedział Tom i obiął ramieniem stojącą nadal dziewczynę.
-A fu… Spadaj Ty napaleńcu jeden. Widziałam jak znikałeś z jakąś lalunią za drzwiami męskiego kibla- walnęła go lekko w dłoń. Wszyscy wybuchli śmiechem. Tylko Tom lekko uniósł kąciki warg i pokręcił kolczykiem.
-A może Ty również skorzystasz z okazji?- spytał unosząc brwi. Wszyscy z ciekawością patrzyli na dalszy ciąg akcji.
-Naprawdę? Mogę? Oh oczywiście!- Kat udała fankę i zaczęła skakać i klaskać w ręce. Wtedy to nawet Tom nie opanował śmiechu.
-Godness. Szaro tu- Kathrin lekko się skrzywiła. Oparła się rękoma o stolik. Nie miała gdzie usiąść.
-Podajcie mi soczek- i wyciągnęła po niego rękę.
-To chodź tu usiąść- powiedział Alex.
-Nie wiesz gdzie? To, że jestem chuda nie znaczy, że zmieszczę się w pięciu- centymetrowej przerwie.
-To chodź na kolana.
-Dzięki. Postoję- pokazała mu język.
-Kathrin. Głupolu, chodź- i wyciągnął do niej rękę,
-No.. Okey- i zaczęła się przeciskać. Kiedy miała minąć Toma, ten lekko pociągnął ją za koszulkę co spowodowało, że na nim usiadła.
-Ej! Miałaś przyjść do mnie- zaprotestował basista śmiejąc się.
-Ale to on!- usprawiedliwiała się Kathrin i chciała wstać, jednak dredziarz cały czas ją trzymał.
-Tom! Puść mnie!- czarnowłosa starała się wyrwać. Chłopak przytrzymał ją nogami i puścił koszulkę.
-Ale ja Cię nie trzymam- uśmiechnął się do niej szeroko.
-Jack! On mi dokucza! Powiedz mu coś- Kat udała małą dziewczynkę.
-Tom! Mówię Ci coś- zażartował manager.
-Dzięki. Będziesz coś chciał- odpowiedziała mu zielonooka. W końcu straciła siły na dalszą bitwę i spoczęła na kolanach kolegi.
-A jednak- uniósł brwi Tom i obiął w pasie dziewczynę.
-Spadaj. Alex podasz mi soczek?- powiedziała błagalnie.
-No nie wiem…
-Alex… - zrobiła oczy kota ze Shreka.
-No dobra. Trzymaj- i przysunął jej szklankę. Ta wypiła duszkiem pół zawartości. Przy stoliku rozwinęła się dyskusja na temat trasy. Każdy opowiadał najciekawsze historie. Najwięcej mówili Bill i Kathrin. W pewnym momencie tylko oni nawzajem wymieniali się zdaniami. Jednak szybko to przerwano. Z upływem czasu zamawiali kolejne drinki. Około 2 w nocy wszyscy prócz wokalistki Hated Love byli z lekka wstawieni. Jednak rozmowa toczyła się dalej. Niestety dobiegła ona również do dnia niezbyt przyjemnego dla Kat.
-Ale słuchajcie… Te fanki.. oh.. Janett co nie, że były straszne?- Billowi lekko plątał się język.
-Daj spokój. W ogóle to był jeden wielki pisk- odpowiedziała Janett która paliła papierosa. Kathrin patrzyła na to wszystko i nie wiedziała co ma powiedzieć.
-Aa… Kathrin jak się czujesz?- spytał nagle Jack.
-O czym mówisz?
-No.. o Davidzie- dziewczyna znów przypomniała sobie obraz sprzed omdlenia.
-Dobrze… Chyba- zamieszała rurką w napoju.
-Chyba?- dopytał Alex.
-A co mam powiedzieć? Że to boli? Że wewnętrznie cierpię? Że to, że się śmieję i bawię jest tylko chwilowe? I co mi to da?- chciała się podnieść jednak Tom ją przyciągnął i przytulił. Zakryła twarz rękoma. Zacisnęła usta i powstrzymała łzy.
-Wracajmy już. Zmęczona jestem- odparła a reszta przytaknęła. Zebrali swoje rzeczy i wyszli. Szybko zapomniano o sytuacji i zaczęto się na nowo śmiać. Jedynie Kathrin była przygaszona.
-Ej.. Przepraszam, że o to spytałem- podszedł do niej Jack.
-Spoko… Nie powinnam była tak wybuchać- odpowiedziała na co manager poklepał ją po ramieniu. W hotelu każdy rozszedł się do swojego pokoju. Tylko Janett poszła jeszcze do Billa. Kathrin nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Miotały nią uczucia na przemian smutku i złości. David miał pokój obok. Po mimo późnej pory była skłonna iść teraz i zażądać jakiś wyjaśnień. Dlaczego? Po co? Jednak wściekłość sprawiała, że nie chciała na niego patrzeć. Kiedy wzięła prysznic poszła na taras. Usiadła na progu i spojrzała w niebo. Było gwiaździste. Zobaczyła spadającą gwiazdę. Mimo iż nie wierzyła we wróżby, pomyślała życzenie. Odwróciła wzrok w stronę balkonu Davida. Światło u niego było zgaszone.
-Pewnie śpi- powiedziała. Kilka pokoi dalej dostrzegła postać również jak ona spędzającą noc na zewnątrz. Poznała ją.
-A Ty spać nie możesz?- lekko krzyknęła.
-Nie dobrze mi!- zaśmiał się dredziarz.
-Dziwisz się? Ale to może powinieneś iść do toalety?- zaproponowała czarna.
-Zgłupiałaś? Nienawidzę rzygać.
-A masz inny wybór? W tych bokserkach to po kilku minutach zrobi Ci się chłodno.
-Eee tam… Zawsze możesz przyjść mnie ogrzać.
-Zaczynam się Ciebie bać- odparła.
-Dlaczego?
-Bo Ty zboczony jesteś.
-Eee tam..- powiedział kiedy otworzyły się drzwi balkonu obok. Kat szybko się schowała do środka.
-Tom musisz tak krzyczeć? Niektórzy spać nie mogą przez to. Z resztą z kim Ty rozmawiasz?
-Z Janett.
-To wejdź do niej a nie drzecie się przez pół hotelu. Po za tym za chwilę się przeziębisz. Noc nie jest ciepła.
-No dobra, już- i gitarzysta wrócił do pokoju. David spojrzał na balkon Kathrin. Głośno westchnął i zszedł z tarasu.
Kathrin serce łomotało jak oszalałe. Słyszała go. Nie wydawał się być zmartwionym. Ale.. Chciała wierzyć że jest inaczej. Po chwili do pokoju wszedł Tom.
-Kazali mi przyjść to jestem. Z kocykiem.
-Tom…
-Hm?- chłopak usiadł na ziemi obok opartej o ścianę dziewczyny.
-Jak myślisz? On żałuje?
-Kto?
-No David…
-Na pewno. Wiesz, nikt nie chciałby stracić takiej osoby jak Ty.
-Dzięki- i położyła głowę na jego ramieniu.
-Ale jestem pijany.
-No.. Imprezy wam się zachciało.
-Ale świeże powietrze pomogło. Już się lepiej czuję.
-Ty, tylko przypadkiem nie zwymiotuj na mnie.
-Zgłupiałaś?
-No wiesz… Już Ci mówiłam, że zaczynam się Ciebie bać.
-I dobrze. Powinnaś.
-To była ironia debilu.
-Tylko nie debilu- i zaczął ją łaskotać.
-Przestań!- krzyczała jednak chłopak nie ustępował. Biegali po pokoju nawalając się poduszkami i łaskocząc. Tom z powodu lekkiej nietrzeźwości co chwilę lądował na ziemi dzięki czemu czarnowłosa miała przewagę. W pewnym momencie dredziarz rzucił się na dziewczynę i oboje polecieli na łóżko.
-Mam Cię- zaśmiał się będąc nad nią.
-Phi. I co? Weź te dredy!
-Dredy i ja załaskoczemy Cię na śmierć!
-Nein!- i poczuła smyranie w okolicy żeber. Zielonooka broniła się jak mogła. W końcu wyswobodziła się z uścisku i wylądowała na chłopaku.
-Ha! I co teraz?- wyszczerzyła zęby.
-Przegrałaś?
-CO?!- zdezorientowała się. Tom złapał ją za ręce i sprawnym ruchem przekręcił tak, że znalazła się pod nim z rękoma nad głową. Dziewczyna zdmuchnęła włosy z oczu.
-Widzę, że masz już to wyćwiczone- zadrwiła z niego.
-No ba…
-Tom? Powiedz mi. Jak Ty to robisz, że one tak na Ciebie lecą?
-Ha! Ma się to coś.
-Oj daj spokój. Przecież to jasne, że Ty tego nie masz. Jesteś normalnym kolesiem.
-I tu się mylisz.
-No tak Ty nie jesteś normalny. Masz upośledzenie. Zapomniałam.
-Głupia.
-No to jak?
-Ma się swoją taktykę. Dobra gadka, kilka chwytów, a potem pokój.
-Jak Ty tak możesz co tydzień z inną?
-Nie co tydzień. We Francji były tylko siwe.
-Oh super.
-Po francusku się nie dogadam.
-Boże drogi. Jesteś zboczony.
-Ale wspaniały i piękny.
-Oj tak. Wmawiaj sobie jeszcze.
-A Ty nie poleciałabyś na mnie?
-Żartujesz?
-Dlaczego?
-Gdybym chciała to już dawno byś był mój.
-Ty też się wysoko cenisz.
-Phi…- i nastała cisza. Tom przymrużonymi wzrokiem przyglądał się twarzy dziewczyny. Zauważył, że ma bardzo piękne oczy. Kolor tęczówek był mocno zielony, czego nigdy nie spotkał.
Kathrin zwróciła uwagę na dolną wargę, znacznie pełniejszą od drugiej. W srebrnym kolczyku odbijało się światło mocnej lampki. Spojrzała w oczy gitarzysty. Oboje pragnęli z nich coś wyczytać. I w jednej i w drugiej parze świeciły maleńkie iskierki. Serca zaczęły im mocniej bić. Dredziarz zbliżył swoją twarz. Czubki ich nosów się stykały. Czuli swoje oddechy. Czarnowłosa lekko rozchyliła wargi. Po chwili chłopak zatopił się w nich z pełną pasją. Nie wiedząc czemu motylki wirowały w brzuchu i Toma i Kathrin. Języki nieśmiało zaczęły dążyć do wspólnego tańca. Wokalistka wyswobodziła dłonie z uścisku i objęła nimi szyję chłopaka. Po chwili oderwali się od siebie kończąc rozkosz muśnięciem.
-Tom..
-Tak?- uśmiechnął się delikatnie.
-Wiesz, że to nie powinno się wydarzyć.
-Eh.. Wiem- powiedział opadając obok.
-To była chwila słabości. Ty jesteś pijany, ja czuję się zdradzona… Bywa.
-Scheisse. Gdyby nie Bill i David już dawno było by inaczej.
-Ej.. Jak to Bill?- Tom dopiero teraz zrozumiał co powiedział. Natychmiast oprzytomniał. Ogarnął go lekki strach, szybko myślał co ma odpowiedzieć.
-Bo.. Bill.. Nieważne. Powinienem iść.
-Tom!- złapała go za rękę- Nie wyjdziesz dopóki nie powiesz o co chodzi z Billem.
-Bo widzisz…- nagle w jego głowie zapaliła się żarówka- Bill bardzo nie chciał, żebym się z Tobą kumplował, bo bał się, że zacznę tylko do Ciebie chodzić, nie będę siedział z zespołem. Nie lubiliście się więc twierdził, że wróg nie może być moim znajomym. No, ale kiedy się przekonał, że jest inaczej to odpuścił.
-Aha…- dziewczyna nie była co do tego przekonana, ale nie pytała o więcej.
-Idę już spać.
-To do jutra- i pocałowała go w policzek. Zamknęła za nim drzwi i położyła się do łóżka. Zastanawiała się nad sensem wypowiedzianych przez Toma słów. „Gdyby nie David i Bill już dawno było by inaczej…”. Myślała dlaczego tak powiedział. Przecież są tylko znajomymi. Czyżby miał inne plany wobec niej? Może po prostu to wszystko jest po to, bo chce się z nią przespać? Przecież jest kobieciarzem. Tysiące myśli przepływały przez jej umysł. Co raz bardziej przekonywała się do teorii, że ma być tylko kolejną laską do zaliczenia. Bill nie chciał by ten się z nią spotykał, bo zapewne miał podobne plany. David natomiast był przeszkodą, gdyż się związał z dziewczyną. Więc nie można było jej tak łatwo zdobyć.
-Co raz bardziej sobie uświadamiam, jaka byłam naiwna wobec tego zespołu. Dzisiejszy dzień otworzył mi oczy- powiedziała do siebie, a złość zaczęła ją na nowo ogarniać. Szybko się podniosła, założyła spodnie, bluzę i zabrała pieniądze. Zeszła na dół do hotelowego sklepu.
-Poproszę LM Linki- powiedziała do ekspedientki. Podała jej paczkę i odebrała gotówkę. Czarnowłosa wyszła na tył budynku i pośpiesznie otworzyła pudełko. Wyciągnęła białego papierosa. Szybko odpaliła. Mocno się zaciągnęła. Nie robiła tego od kiedy zaczęła z zespołem karierę. Ale teraz to było silniejsze. Poczuła jak tytoniowy dym rozchodzi się po jej płucach. Jej ciało się rozluźniło. Wypaliła całego i już miała sięgać po drugiego.
-Kathrin opanuj się!- schowała paczkę do kieszeni i wróciła na górę. Rozebrała się i położyła od razu. Tym razem sen przyszedł bez problemu.
PS, Po skopiowaniu tego tutaj to to maksymalnie długie nie jest. -.-
komentarze [2]
17. >> sobota, 1 grudnia 2007 23:25:01
Hm.. Wiem, że długo, ale jakoś się nie mogłam zebrać. :)
yuna: Zabrzmiało groźnie, więc jest długie :P
Sunny: Czasami to nie wierzę, że Ci się tak podoba :P
Daga: Odpowiedź, czeka w odcinku :P
No i zapraszam na część :)
*********************************
Kiedy weszła do jadalni czarnowłosa siedziała tyłem. Podeszła po cichu i zakryła jej oczy. Kathrin dotknęła rąk.
-Ann?- Janett pokręciła przecząco głową dziewczyny.
-David? Tom?- brunetka ponownie zaprzeczyła.
-Nie mam pojęcia- wtedy mulatka odsłoniła Kat oczy. Przyjaciółka w pierwszym momencie nie wiedziała co ma zrobić, jednak po chwili rzuciła jej się na szyję. Kiedy ochłonęły usiadły przy stole.
-To ja was zostawiam- i Alex opuścił pomieszczenie.
-Co Ty tu robisz? Miałaś być, za tydzień.
-No rodzice wcześniej wyjechali, więc ja też.
-Yhym… A skąd wiedziałaś gdzie jesteśmy?
-Alexa wtajemniczyłam.
-Osz Ty małpo wredna.
-Następna- zaśmiała się Janett.
-Co następna?
-No Bill też, że nic mu nie powiedziałam.
-To już byłaś u Billa?
-No Ciebie nie było to weszłam do niego.
-Ładnie.
-A słyszałam, że szczotka zamieniła się w Toma.
-Tak.. jakoś to wyszło.
-Ale to dobrze, bo przynajmniej Cię wyciągnę do nich.
-Haha.. powiedziałam, że tylko jednego Kaulitza przełknęłam.
-Ale Bill nie jest taki zły.
-O daj spokój. Dla mnie nadal jest i będzie dziewczyną.
-Eh… a co tam u Davida? Pokłóciliście się czy jak?
-Wczoraj… ale już ok. A Ty skąd wiesz?
-Byłam u niego, bo myślałam, że Cię tam znajdę i jakiś niemrawy był.
-Głupia sytuacja. W ogóle ostatnio coś się nie układa.
-Jak to? Dlaczego?
-Od kiedy zakumplowałam się z Tomem, David zrobił się nadmiernie zazdrosny. Każde moje spotkanie z dredziarzem kończyło się kłótnią u Davida. O wszystko się czepiał. Nawet o głupi uśmiech czy spojrzenie.
-Aż tak źle?
-Tak. Wczoraj nie wytrzymałam i zerwałam z nim.
-Co?!
-Ale wróciliśmy do siebie. Powiedział, że już nie będzie. Tylko, że zawsze tak mówi.
-Będzie dobrze. Jeśli naprawdę nie ma powodów to…
-Janett!
-No co?
-Ty też uważasz, że ja i Tom coś?
-No wiesz… Nie wiem jak blisko ze sobą jesteście… No, ale nie pociąga Cię choć trochę?
-Zwariowałaś?
-Oj Kathrin. Mnie możesz powiedzieć.
-Ugh.. No.. No dobra. Jest w nim coś, co przyciąga.
-No widzisz!
-Ale to ma zostać tylko między nami!
-Jasne.
-No, ale mam Davida.
-Ale jak by go nie było? Jak by Cię nie zaczepił wtedy? Nie poleciałabyś na Toma?
-Jeśli miałabym pewność, że nie byłabym laską tylko na jedną noc to można by się było nad tym zastanowić.
-Ha! A jednak!
-Oj spadaj. A Ty przyznałabyś się w końcu w którym się podkochujesz. Wątpię, że biegasz do nich, bo lubisz tylko ich muzykę.
-Właśnie, że tak.
-Janett. Mnie możesz powiedzieć- i pokazała jej język.
-Wredota… Oj no… Dobra. Jeden z nich jest fajny.
-Tak myślałam. I pewnie Bill- dziewczyna zażartowała.
-Tak.
-Co?! Nie tylko nie on. Ja żartowałam.
-Moja wina? Spodobał mi się od momentu kiedy go zobaczyłem.
-Oł gosh.
-Wiedziałam, żeby Ci nie mówić.
-O daj spokój. Od tego są przyjaciele. Ale on?
-Tak on.
-On?
-Kat!
-No dobra już nie narzekam, ale uwierzyć nie mogę. Na pewno on?
-Zjadłaś już?- Janett nie chciała dalej ciągnąc tematu.
-Tak, a co?
-To chodź- i opuściły jadalnię. Wróciły do pokoju.
-No to co porabiamy?- spytała Kat.
-Zbierzemy wszystkich i coś się wymyśli.
-No ok.
-Mówiłam o Billu też.
-Przeżyję. Jak się do mnie nie odezwie to mu nic nie zrobię.
-No to chodź- i przebiegły się po pokojach. Jednak była ich tylko piątka. Georg jeszcze spał, Gustava wcięło, a Dan i Ann woleli zostać sami. Wrócili do punktu wyjścia.
-No to co robimy?- spytała ponownie Kathrin.
-Zagrajmy w butelkę- rzucił Tom.
-Ej, nie zapominasz się? Nie wszyscy tu są wolni- skrytykowała go czarnowłosa.
-To w pytanie i wyzwanie- zaproponował Alex.
-O, dobry pomysł- poparła Janett.
-No to dajcie butelkę- stwierdził Bill. Wszyscy rozejrzeli się dookoła. Nigdzie nie było niczego co mogło by posłużyć za przedmiot losowań.
-Czekajcie, zamówię jakąś oranżadę- Kat się podniosła i podeszła do telefonu.
-Kat, ale Ty nie pijesz oranżady- zauważył Alex
-Dlatego się ją wyleje- i złożyła zamówienie. Po chwili byli gotowi rozpocząć zabawę. Najpierw padały mało prywatne pytania, bądź łatwe wyzwania. Jednak z czasem zaczęło się robić coraz ostrzej. W pewnym momencie butelka skierowała swój czubek na postać Kathrin.
-No to pytanie czy wyzwanie?- spytała przyjaciółka.
-Wyzwanie!
-To… to… pocałuj Toma.
-Co proszę?!
-No dalej- Tom dopingował dziewczynie za co został obrzucony zabójczym wzrokiem. W umyśle zielonookiej zapaliła się żarówka.
-To będzie bardzo namiętny pocałunek. Zamknij oczy- poprosiła go. Ten posłusznie wykonał polecenie. Czarnowłosa pochyliła się nad nim i miała mu dać cmoka w policzek, kiedy ten otworzył oczy i gwałtownie przekręcił głowę. Ich nosy się stykały, a usta lekko muskały. Kathrin natychmiast się odsunęła. Wstała.
-Sory, nie chce mi się już grać- i opuściła pokój.
-Tom czy Ty wszystko musisz psuć?- wkurzył się Bill. Bliźniak jedynie wzruszył ramionami.
Dziewczyna przeszła się po korytarzu. Nie miała co ze sobą zrobić. Weszła do pokoju managera.
-Cześć Jack.
-O. Kathrin. Co się stało, że do mnie zaglądasz?
-Bo wszyscy siedzą u mnie w pokoju, a mnie się nie chce.
-To nie możesz uch wyprosić?
-Nim o tym pomyślałam zdążyłam wyjść.
-No to nie możesz wrócić i powiedzieć, żeby wyszli?
-Nie.
-Aa.. No to co się stało?
-Głupia gra.
-Jaka?
-Pytanie czy wyzwanie.
-Dlaczego?
-Bo niektórzy mają nie po kolei w głowie.
-Czyli kogo mam czytać?
-Toma.
-Dlaczego? Przecież się przyjaźnicie.
-Niby tak.
-Niby?
-Przyjaciele nie chcą Cię pocałować prawa?
-Aha, więc o to chodzi. Tom się pocałował.
-Nie! Nie zdążył. Ale próbował.
-No to o co tyle krzyku skoro nic się nie wydarzyło?
-Bo nie powinien nawet chcieć!
-Oj tam. Przeżywasz.
-Dzięki.
-Słuchaj dzisiaj będzie wspólna kolacja. Macie się pojawić wszyscy.
-Oo. Ty też będziesz?
-Tak. Wszyscy to wszyscy, babcia też.
-Tak to było dobre określenie- i się zaśmiali. Kathrin i Jack przeglądali papieru. Układali koncerty przesunięte z powodu omdlenia Kat. Po piętnastej przyszła Janett.
-Hej Jack. Jest u Ciebie Kathrin?
-Tak, wejdź- i wpuścił ją do środka. Kiedy weszła w głąb ujrzała dziewczynę przeglądającą papiery.
-Kathrin idziemy do centrum? Chciałabym sobie cos kupić.
-Hm… W sumie to jestem zajęta- powiedziała nawet nie spoglądając na przyjaciółkę.
-Kat, nie złość się na nas.
-To ja was zostawię- i Jack przeszedł do pokoju obok.
-Nie złoszczę się na was. Po prostu jestem zajęta. Bill też mógłby przyjść i to omówić.
-Oh jasne. Wyszłaś z pokoju i przez półtorej godziny do niego nie wróciłaś i mi powiesz, że nie jesteś zła.
-Janett, zaraz będę zła jak mi nie dasz spokoju. Muszę przeanalizować dalej trasę, bo terminy są poprzesuwane przez co jest wiele problemów.
-Super- i wyszła trzaskając drzwiami.
-Kurwa!- Kathrin rzuciła papierami.
-Trochę za ostro ją potraktowałaś- Jack wrócił i usiadł na fotelu obok.
-Nie chce mi się nigdzie wychodzić.
-To nie musiałaś na nią krzyczeć. Oj Kat. Na pewno chodzi tylko o Toma?
-Nie- opadła na oparcie.
-No to już, mów. Przecież wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć.
-Eh.. Z Davidem nie jest jak kiedyś, zespół trzyma się razem tylko na scenie, Janett coś kombinuje, do tego dzisiaj śnili mi się rodzice.
-Hm.. Z Davidem to nie wiem co mam Ci powiedzieć. Nie gadamy na wasz temat, więc nie wiem co się dzieję. Co do zespołu to właśnie po to jest ta kolacja. Nie możecie się tak zachowywać. A wątpię, żeby Janett coś kombinowała, a jeśli już to tylko dla Twojego dobra. A sen.. o czym dokładnie był?
-To było jak wiadomość. Chciałam, żeby mnie zabrali, ale mama powiedziała, że to nie możliwe, bo na Ziemi jest jeszcze ktoś kogo kocham , a ta osoba mnie potrzebuje.
-No oczywiście. Masz brata i nas. My Cię potrzebujemy.
-Ale jej nie chodziło o rodzinę i zespół.
-To o kogo?
-No właśnie nie wiem. Główkuję nad tym od rana. Mniejsza z tym. Idę przeprosić Janett.
-No ok. O 19, pamiętaj.
-Jasne. Powiem reszcie- i wyszła. Wróciła do swojego pokoju. Niestety był on pusty.
-Hm.. Może jest u Alexa- powiedziała do siebie i udała się do pokoju przyjaciela.
-Alex jest u Ciebie Janett?
-Nie.. Poszła z Billem na zakupy
-Co?!
-No Ty nie chciałaś z nią iść to poszła z Billem. A co?
-Chciałam ją przeprosić. Neverminde. Słuchaj o 19 jest wspólna kolacja. Jack powiedział, że ma być każdy.
-U… A to dlaczego?
-No, bo Jack się martwi o kontakty w zespole.
-Ale jest ok…
-Wiesz, że nie jest ok. Dan i Ann już prawie w ogóle nie siedzą z nami w hotelu.
-Eh.. Racja. Tom Cię szukał.
-Nie wiesz co chciał?
-Pewnie przeprosić.
-Aha.. Wpadnę do niego później. Idę reszcie powiedzieć o wieczorze- i wyszła. Napisała Janett sms z informacją, potem przekazała Ann i Danowi, następnie Gustvowi i Georgowi, aż przyszedł czas na Toma.
-Hej. Słuchaj, o 19 jest kolacja i masz być- powiedziała jednym tchem i chciała już wyjść kiedy chłopak złapał ją za rękę.
-Kathrin! Zaczekaj- zielonooka odwróciła się.
-Puść- powiedziała cicho i wyrwała rękę.
-To nie tak. Ja przepraszam za tamto, ale po prostu to stary chwyt.
-Fajnie, ale ja nie jestem jedną z Twoich panienek.
-Wiem. Jeszcze raz przepraszam. Nie gniewaj się na mnie.
-To nie było fajne. Poczułam się dziwnie.
-Miałaś prawo. Rozumiem.
-Eh.. Bądź wieczorem na kolacji- i opuściła pokój.
Czas dłużył się niemiłosiernie. Janett wróciła pół godziny przed rozpoczęciem.
-Kathrin! Wychodź! Muszę poprawić makijaż i zmienić ubranie- brunetka krzyczała przez drzwi.
-Już- i przed nią stanęła dziewczyna. Kathrin miała na sobie czarną bluzkę bez rękawków z różowym serduszkiem, dżinsy i trampki. Janett zajęła łazienkę.
-Jak wyjdziesz chcę pogadać- powiedziała jeszcze czarnowłosa i przeszła do sypialni. Przy toaletce szybko podkreśliła oczy i związała w kucyk włosy wypuszczając kosmyki. Założyła kolczyki i była gotowa. Przyjaciółka również już wyszła.
-Wow. Wyglądasz oszałamiająco- klasnęła w dłonie Kathrin widząc dziewczynę. Miała na sobie spódniczkę, czarny top i na to bolerko z krótkimi rękawkami. Falowane włosy opadały na ramiona.
-Dzięki. Ty również.
-Oh daj spokój. Ja przy Tobie to szara myszka.
-O czym chciałaś gadać?
-Aa… Przepraszam za to, że na Ciebie nakrzyczałam. Po prostu byłam podenerwowana.
-Eh.. Rozumiem. Nic się nie stało.
-Wybaczysz mi?
-Jasne- i uśmiechnęła się do Kat na co ta rzuciła się jej na szyję. Po chwili schodziły już na dół. Janett chwaliła się co kupiła. Przy stole siedziało już Hated Love z managerem, Gustav i Georg.
-Kat jesteś punktualna, no brawo- pochwalił ją Jack na co ta pokazała mu ‘wypchaj się’.
O 19 brakowało już tylko Davida.
-No to jeszcze moment i będziemy w komplecie.
-Brakuje tylko Davida, więc dla kogo jest drugie krzesło?- spytał Tom.
-David przyjdzie z gościem
-Co?!- ożywiła się Kathrin.
-Nie wiem kto to jest, ale prosił o jeszcze jedno miejsce.
-Nic mi nie mówił.
-Jakaś koleżanka do niego wpadła- przypomniała sobie Janett.
-Co?- tym razem Bill i Tom spytali jednocześnie.
-Skąd wiesz?- spytała czarnowłosa.
-Gadałam z nim i mi powiedział
-Aha, spoko- zirytowała się wokalistka. Po chwili zjawił się obiekt dyskusji. Szedł z kobietą pod rękę.
-Witam wszystkich. Poznajcie Francis.
-Miło mi- i podając każdemu rękę zgadywała imiona. Miała brązowe włosy związane w kok, na sobie czerwoną sukienkę i w tym samym kolorze buty. Wyglądała na kobietę bardzo elegancką. Kathrin miała wrażenie że gdzieś ją widziała.
Moment później kelner przyniósł karty i każdy zamówił sobie dania. Przy stole trwała wrzawa. Tylko jedna osoba się nie odzywała. Bawiła się kosmykiem i przyglądała towarzyszce jej faceta.
-Co jest? Nie spuszczasz z niej wzroku- szepnęła Janett szturchając przyjaciółkę.
-Gdzieś ją widziałam i nie mogę sobie przypomnieć gdzie.
-No, ale nie patrz się tak, bo w końcu się zorientuje, że ją obserwujesz.
-Fakt- i natychmiast usiadła prosto i starała się włączyć do dyskusji. Po chwili przyniesiono zamówienia.
-Smacznego- powiedziała grzecznie Francis. Kiedy wszyscy jedli rozmowy trochę ucichły. Czarnowłosa spokojnie spożywała posiłek kiedy nagle przed oczami stanął jej jeden obraz. Upuściła sztućce. Pozostali uczestnicy kolacji skierowali swój wzrok na dziewczynę. Ta otarła usta chustką i wstała.
-David, możemy porozmawiać?- podeszła do mężczyzny i cicho spytała.
-Przepraszamy na chwilę- i wyszli na taras. Każdy zastanawiał się o co chodzi.
-Ty podły draniu!
-O co chodzi?
-Jak mogłeś? Jak mogłeś kłamać w żywe oczy?!
-Kathrin o co Ci chodzi?
-Nie udawaj, że nie wiesz. Spałeś z tą ździrą! Widziałam was! Przed tym jak zemdlałam!- dziewczyna mocno gestykulowała.
-Nie! To nie tak…- chciał do niej podejść. Jednak ta go tylko odepchnęła.
-A jak? Może leżeliście sobie nago bo było gorąco i opowiadaliście sobie historie z przeszłości?
-To się stało tak nagle…
-I to Ty mnie posądzałeś o zdradę.. Wiesz co? Jesteś beznadziejny. I nie waż się więcej do mnie zbliżyć! Nie chcę mieć z Tobą do czynienia!- i wyszła. Wróciła do stołu. Podeszła do Francis. Złapała kieliszek wina.
-Podła suka- powiedziała i wylała zawartość szkła na sukienkę kobiety. Ta szybko wstała i zaczęła strzepywać napój z kreacji. Kathrin odwróciła się na pięcie i wyszła z jadalni.
Każdy był zdezorientowany. Tylko Janett domyślała się o co może chodzić. Poszła za przyjaciółką.
Zielonooka trzasnęła drzwiami. Łzy napływały jej do oczu. Miała już nie płakać, ale to było silniejsze. Usiadła w fotelu i przyciągnęła kolana. Ukryła twarz.
Janett kiedy weszła, ujrzała Kat skuloną. Słyszała łkanie.
-Hej.. Słońce.
-Janett on to zrobił.
-Wiem.. Domyśliłam się.
-Dlaczego?- uniosła głowę. Policzki były całe mokre.
-Nie wiem, ale to znaczyło, że nie był Ciebie wart. Chodź tu do mnie- i ją przytuliła. Do pokoju wleciała reszta. Janett pokazała, żeby wyszli. Został jedynie Tom.
-Daj mi z nią pogadać- poprosił.
-Tom, Ty na załamane serce raczej nie pomożesz- zaprotestowała brunetka.
-Spoko.. Już się uspokoiłam- i otarła frotką mokre miejsca na twarzy.
-Tak? No okey.. Nie płacz, bo mi serce pęka jak Cię w widzę w takim stanie.
-Heh- i przyjaciółka opuściła pokój.
-Kathrin, naprawdę nie płacz. Takimi skurwysynami nie ma się co przejmować.
-Tom, mówisz tu też o sobie.
-Ja to jestem wyjątek.
-Eh.. Myślisz, że to takie łatwe? I najlepsze, że to on mnie podejrzewał o zdradę z Tobą, a sam to zrobił.
-No widzisz, mówiłem Ci, żebyś przyszła. Przecież znałaś numer mojego pokoju- zażartował.
-Głupi- Kat lekko się uśmiechnęła.
-David wszystko powiedział. Ja, Bill, Jack, Alex i Dan wyszliśmy na taras i spytaliśmy co Ci zrobił. Mówił jak na spowiedzi, że to wyszło tak nagle i bez sensu..
-Tom..
-Tak?
-Ja nie chcę tego słuchać. Nie mogę.
-Eh… W każdym razie dostał niezły opieprz od wszystkich. Szczególnie od Jacka.
-Mam kochanego managera.
-No.. Ty tak. Nie smutaj się. Pamiętaj, że zawsze masz nas- i przejechał palcem po jej policzku.
-Dziękuję wam za to.
-Nie musisz od tego masz przyjaciół- i ją mocno obiął- pojedźmy gdzieś wszyscy. Rozerwać się.
-Nie wiem czy to najlepszy pomysł.
-Ja Ci pomogę. Chodź. Wyglądasz dobrze. Nie prócz tych czarnych „ozdób” pod oczami.
-Zaraz zmyję.
-No to szybciutko- i cmoknął ją w policzek. Napisał wszystkim sms, że zbiórka na dole i ma być każdy, bo idą na dyskotekę. Po 15 minutach mogli ruszyć na imprezę.
komentarze [3]
16. >> wtorek, 6 listopada 2007 21:47:08
Wiem, wiem.. miało być wcześniej.. jak pisałam komuś, no ale się nie wyrobiłam :) Wybaczcie.
Daga: A no przerwałam w takim, żeby wam trochę wyobraźnia popracowała ;D
Sunny: No to nowa część nadchodzi ;)
yuna: Eh.. Cieszę się, ze mi się udało ;)
Zapraszam do czytania ;)
PS. Nie gryźcie za długość. Myślałam, że jest dłuższy ;P
*********************************************
Biegła przez korytarz, zalana łzami. Chciała jak najdalej uciec od bolącej prawdy. Dlaczego to wszystko spotyka właśnie ją? Usiadła na ziemi. Przyciągnęła kolana i schowała twarz. Płakała jeszcze dobre 20 minut kiedy nagle wszystko wokół zniknęło. Została sama w białej przestrzeni. Po chwili ujrzała w oddali dwie postacie. Wstała i zaczęła iść w ich kierunku. „Kathrin” dochodziły ją głosy. Poznała je. Zaczęła biec. Mimo wszystko nie zbliżała się wcale. Nogi miała jak z betonu.
-Mamo, tato!- dwie osoby pojawiły się przed nią.
-Córeczko- uśmiechnęła się do niej matka. Dziewczyna wyciągała do nich ręce, jednak oni jej nie pomagali.
-Ja chcę do was. Dlaczego mi nie pomagacie?
-Jeszcze nie czas na Ciebie.
-Ale ja chcę być z wami.
-Masz jeszcze kilkoro ludzi którzy Cię kochają. Nie możesz ich opuścić.
-Ale ja już nie chcę!
-Kochanie, nie możesz tak mówić. Życie to coś cennego. Nie można z niego rezygnować kiedy nam się znudzi, bądź będzie inne niż chcemy.
-Ale ja chcę do was! Kocham was tak bardzo, dlaczego nie możemy być razem?!
-Kat kochasz nas tak jak swojego brata i jeszcze kogoś, dla nich musisz zostać.
-Jak to kogoś jeszcze? Zespół nie jest tak ważny jak wy.
-Nie chodzi o zespół.
-To nie ma nikogo innego.
-Jest, ale Ty jeszcze o tym nie wiesz.
-Kto to jest?
-Posłuchaj swojego serca, a dowiesz się- i znów została sama.
Kathrin otworzyła oczy. Było ciemno. Rozejrzała się dookoła. Leżała na swoim łóżku. Przypomniała sobie to o czym rozmawiała z matką. „ O kogo jej chodziło? Nikt nie jest dla mnie tak ważny, po za zespołem i Lukiem”. Usiadła. Zauważyła, że w pokoju śpią Alex i Tom. Ten pierwszy na fotelu zaś drugi na ziemi oparty o bok łóżka. Kathrin zeszła drugą stroną i poszła do łazienki. Cały czas myślała o tym co powiedziała jej rodzicielka. Opłukała twarz wodą. Kiedy wróciła do pokoju przebudził się Alex.
-Hej- szepnęła dziewczyna.
-Jak się czujesz?- wstał i podszedł do dziewczyny- Powinnaś leżeć w łóżku.
-Musiałam iść do toalety. A wy co tak?
-No zostaliśmy z Tobą. Wiesz.. tak na wszelki wypadek.
-A co się w ogóle stało?
-Zemdlałaś u Davida w pokoju. Wystraszył się i zadzwonił po karetkę. Ale na szczęście nic Ci nie było. Nieźle nas wystraszyłaś. W trakcie badania każdy chodził jak na szpilkach.
-Przez takie coś?
-Coś? Kathrin mdlejesz nagle, nie wiadomo czemu i to ma być „takie coś”?
-Jezuuu. Dziękuję wam, że się mną zajęliście.- i cmoknęła go w policzek- Idź się już normalnie połóż spać.
-A co z Tomem?
-Niech śpi.. Jak mu wygodnie- i lekko się zaśmiali.
-No to do jutra- i pocałował ją w czoło po czym wyszedł. Dziewczyna klęknęła przed śpiącym chłopakiem.
-No i co ja mam z panem począć panie Kaulitz?- spytała samą siebie. Ściągnęła mu czapkę i bandamkę. Następnie rozpuściła związane dredy. Ściągnęła mu buty.
-Tom- szturchnęła lekko chłopaka. Nie zadziałało. Powtórzyła czynność. Lekko się ocknął. Spojrzał na nią niewyraźnym wzrokiem- Chodź, położysz się na łóżku- i podniosła go. Kiedy już znalazł się na właściwym miejscu ściągnęła mu koszulkę i spodnie.
-Jezu, rozbieram Toma Kaulitza. To jakiś obłęd- powiedziała do siebie i przykryła ich kołdrą. Wtuliła się w pierś chłopaka. Ten objął ją ręką. Usnęła.
Rano pierwszy obudził się Tom. Ogarnął wzrokiem wszystko dookoła. Z tego co pamiętał siedział na podłodze. Więc co teraz robił w łóżku z Kathrin? Bez koszulek i spodni? Spojrzał na dziewczynę która leżała na jego klatce. Odgarnął jej włosy i przyjrzał się twarzy. Wiele razy to robił jednak teraz była ona taka spokojna. Przejechał palcem po różowym policzku. Lekko się przebudziła.
-Dzień dobry- uśmiechnął się do niej.
-Hej- odpowiedziała szeptem.
-Jak się czujesz?
-Dobrze.
-To dobrze. Śpij jeszcze- przejechał ręką po włosach dziewczyny.
-Nie.. Już nie chcę- i przeciągnęła się po czym wstała. Tom odprowadził ją wzrokiem do łazienki.
-Co się z Tobą dzieje? Przecież to dziewczyna Davida- zbeształ sam siebie. W trakcie kiedy Kathrin się myła szybko się ubrał. Po chwili wyszła.
-A Ty już się ubrałeś?
-No, jakoś. Kat jak to się stało, że obudziłem się u Ciebie w łóżku?
-Nic nie pamiętasz?- spytała na co Tom zrobił wielkie oczy.
-Nie?- zaczął lekko panikować. Zielonooka wybuchła śmiechem.
-Obudziłam Cię, bo spałeś na ziemi i kazałam Ci się położyć do łóżka. No, a nie śpi się w ubraniach więc Cię rozebrałam.
-Uf. Już myślałem, że coś..
-Głupiś czy jak?
-Oj no a Ty co byś pomyślała?!
-Nie no wiesz nie wnikam, że zemdlałam i obudziłam się w bieliźnie i pidżamie.
-Ann Cię przebrała.
-Dzięki Bogu.
-Idę do pokoju.
-Nie zjesz śniadania?
-Zamówię u siebie- uśmiechając się wyszedł. Kathrin lekko się zaśmiała. Chłopak wyraźnie się zawstydził. Kiedy się przebrała poszła do Alexa.
-Hej słońce- przywitał ją promiennie.
-Słuchaj. Jadłeś już śniadanie?
-Nie, jeszcze nie.
-O! To super! Wskakuj w ubrania i idziemy na dół.
-Ok. to zaczekaj.
-Wiesz co, ja wpadnę do Davida.
-No dobra. To zapukaj jak wrócisz- i wyszła.
Stała przed drzwiami. Wzięła głęboki oddech i zapukała. Po chwili drzwi się otworzyły.
-O… Kathrin- powiedział prawie szeptem David.
-Hej.. Chciałam pogadać.. O wczoraj.
-Wejdź- i wpuścił ją do środka.
-Przepraszam. Wczoraj trochę przesadziłam. Co prawda jesteś za bardzo zazdrosny, ale nie powinnam zrywać.
-Ja też Cię przepraszam. Związek polega na zaufaniu a ja przez to pokazałem, że Ci nie ufam. A wcale tak nie jest.
-Eh.. Cieszę się, że sobie wszystko wyjaśniliśmy.- i objęła mężczyznę- Idę na śniadanie.
-Ja już jestem po.
-No to lecę. Pa- i cmoknęła go w usta. Kiedy wyszła głośno westchnął.
Czarnowłosy stał przed lustrem i prostował włosy gdy usłyszał pukanie. Osobę którą ujrzał za drzwiami wywarła na nim nie małe zaskoczenie.
-Niespodzianka!- Janett krzyknęła radośnie.
-Janett!- Bill rzucił się na dziewczynę i mocno przytulił.
-Bo mnie udusisz- zaśmiała się brunetka.
-Co Ty tu robisz? Miałaś być za tydzień?
-No wcześniej wpadłam. Rodzice wyjechali więc ja też.
-Jezu jak się cieszę! A skąd wiedziałaś gdzie jesteśmy?
-Alex mi powiedział. Musiałam kogoś wtajemniczyć.
-Osz Ty!- i zaczął ją łaskotać.
-Stop! Stop!- protestowała śmiejąc się. Po chwili siedzieli już na kanapie i rozmawiali o minionym czasie.
-Słyszałam, że wasze kontakty z Hated Love się polepszyły. Już nie pałacie do siebie nienawiścią?
-Nie. Kat zaprzyjaźniła się z Tomem i to poskutkowało dalej.
-God. Oni się przyjaźnią.. Jeszcze pamiętam jak Kathrin mówiła do niego szczotka. A Bill… Mam pytanie.
-Hm?- spojrzał na nią z uśmiechem.
-Czy ty… no
-No co?
-Nadal podkochujesz się w Kathrin?- słysząc to Bill zrobił się biały jak ściana.
-Skąd o tym wiesz?
-Spostrzegłam po Twoim zachowaniu- na to czarnowłosy jeszcze bardziej pobladł.
-Czy.. Czy Kat..
-Nie! Ona nic nie wie- wokalista odetchnął.
-Nie już nie. To nie miało sensu.
-To co się tak wystraszyłeś?
-Bo wiesz.. Nie chciałem, żeby o tym wiedziała.
-Heh.. Nie bój się. A po za tym to i tak nie ważne- walnęła go w ramię. Nastała cisza. Patrzyli sobie w oczy.
-Yy.. Wiesz może czy Kat jest w pokoju?- przerwała niezręczną sytuację Janett.
-Nie mam pojęcia.
-Eh.. Pójdę sprawdzić. Ona też nie wie, że przyjeżdżam.
-No okej. Ale wpadnij jeszcze.
-Jasne- i puszczając mu oczko wyszła.
Zapukała do pokoju przyjaciółki. Jednak nikt jej nie otworzył. Nacisnęła klamkę. Drzwi były zamknięte.
-Pewnie jest u Davida- i pokierowała się w tamtą stronę.
-Hej- przywitała się buziakiem z managerem.
-Hej. Co Ty tutaj robisz?
-Przyjechałam do was. Trochę wcześniej, no ale to taka niespodzianka- dziewczyna słyszała prysznic.
-Aha.
-Jest u Ciebie Kathrin?
-Nie..
-To kto się kąpie?
-To.. to koleżanka. Zatrzymała się w pokoju obok i wysiadł jej prysznic.
-Aaa.. Kat zna ją?
-Nie jeszcze nie. Ale nie mów jej nic.
-Dlaczego?
-No bo.. bo.. Chciałbym żeby poznały się osobiście.
-Coś kombinujesz… Ale okey.
-Dzięki. A Kathrin jest na śniadaniu.
-Aha- i wyszła pozostawiając mężczyznę w lekkim podenerwowaniu.
komentarze [4]
Pietnastka ;) >> niedziela, 21 października 2007 21:36:54
Ostatnio miałam duży przypływ weny więc w przyszłym tygodniu może pojawi się już kolejny odcinek. O ile zdołam przepisać i sprawdzić tekst ;)
yunka to byli rodzice Janett a ona nie jest spokrewniona z Kathrin.
Zapraszam was na kolejny odcinek ;)
***************************************
Dziewczyna mijając Toma, zatrzymała się na chwilę.
-Kaulitz, czy Ty zawsze musisz przerywać?
-Przepraszam, ale robiliście to w dość publicznym miejscu.
-Na szczęście jeszcze nic nie robiliśmy.
-No to chcieliście robić coś w publicznym miejscu.
-Eh… Ale Ty zawsze wybierasz najmniej odpowiednie momenty, żeby wejść. Już udowodniłeś to trzeci raz.
-Nie moja wina- i uśmiechnął się od ucha do ucha. Kathrin poszła się ogarnąć do niesamowicie małej łazienki. W tym czasie Tom poszedł porozmawiać z Davidem.
-Co Ty robisz! David!
-O co Ci chodzi?
-A gdyby wszedł tu Bill?
-Tom przestań go bronić jak by miał 5 lat. Już mu to tłumaczyłem. Nie jest dzieckiem. Z resztą wątpię, żeby się aż tak zakochał. Przejdzie mu.
-Nie bądź tego taki pewien. Nie znasz Billa? Nie wiesz, że jak już mu jakaś wpadnie w oko to nie widzi świata po za nią?
-Ale wie, że u Kathrin nie ma szans.
-David zawsze byłeś jego przyjacielem. Co się teraz dzieje?
-Nic się nie dzieje. Ja chyba, też mam prawo się zakochać. A jeśli on tego nie może zrozumieć to nie moja wina. Kurcze Tom, jesteś jego bratem. Wytłumacz mu to jakoś. Postaraj się na niego wpłynąć. W końcu najlepiej wiesz co na niego działa.
-Pogadam z nim jutro. Ale..- w tym momencie weszła Kat.
-Co tam szepczecie?
-Pytam się Davida czy by Cię nie pożyczył na noc.
-CO?!
-Żartuję. Jak tam odświeżenie?
-Dobrze. Strzepałam wszystko z włosów, przebrałam się i umyłam ząbki- dziewczyna usiadła obok Davida.
-Wreszcie wyglądasz jak człowiek- zaśmiał się bliźniak.
-Spadaj- i dostał z poduszki.
-Chcesz się bić?- Tom zaczął się śmiać i już miał oddać dziewczynie, kiedy powstrzymał go David.
-Ej, proszę was przestańcie. Sprzątanie zawartości poduszek o 1 w nocy nie jest fajne.
-Bawić się nie umiesz- skomentowała go Kat, na co brunet odpowiedział jej przeszywającym spojrzeniem.
-Idę się przebrać i idziemy Kat spać. Jutro trzeba normalnie wstać- zarządził brunet.
-Tak jest komendancie!- czarnowłosa zasalutowała i się zaśmiała. Kiedy mężczyzna opuścił pomieszczenie para nastolatków zaczęła się bić. Po chwili ciągłej ganianki, Kathrin potknęła się o coś i poleciała do przodu. Ponieważ Tom biegł za nią to i on nie uniknął wypadku.
-Aaa!- krzyknęła Kathrin widząc lecącego na nią dredziarza. Jednak opadł na ręce unikając tym zderzenia z zielonooką.
-Miałaś szczęście, że jestem sprawny i silny w rękach.
-Taaa… Nie ma to jak fart, że grasz na gitarze- znów czuła jego oddech na sobie. Leżał nad nią ubrany tylko w hawajskie spodenki. Dredy opadały wokół jej twarzy. Po raz kolejny był niebezpiecznie blisko, ale dziewczynie w pewien sposób się to podobało. Między nimi zapadła cisza. Do pokoju wszedł David.
-Kat… Yy..
-Już idę- i zepchnęła Toma znad siebie i szybko się podniosła- Wygrałam!
-Chciałabyś- odpowiedział jej. David spojrzał na chłopaka chłodnym wzrokiem.
-Co to miało znaczyć?- spytał dziewczyny kiedy zamknął drzwi.
-Biliśmy się na poduszki. I ten debil mnie gonił. No, a że ja poleciałam, a on był za mną to też poleciał.
-I tak po prostu leżał na Tobie i się patrzył?
-David daj spokój. To chyba jasne, że między mną a nim nic nie było i nie będzie.
-No zaczynam powątpiewać w to. Jakoś nagle zaczęłaś go lubić.
-Po prostu nie jest taki straszny. To chyba lepiej niż żebym pałała do niego nienawiścią. Jak by tak było to na pewno nie zgodziłabym się na noc tutaj. Nie bądź zazdrosny. To jasne, że jedynym tutaj celem jesteś Ty- i obięła go w pasie. Zmiękł. Położyli się razem na małym łóżku wtuleni w siebie. Szybko usnęli.
W saloniku Tom został sam. Nie chciało mu się spać. Szczególnie teraz. Przez chwilę kiedy patrzył w oczy dziewczyny widział w nich coś dziwnego. Coś co przyciągnęło jego uwagę. Zastanawiał się jak to określić.. Iskierka?
Poszedł do kuchni się napić, po czym skierował do sypialni. Gustav smacznie pochrapywał. Tom położył się na łóżku i zatopił się w muzyce starając się usnąć.
Następnego dnia wszyscy mieli pobudkę o 8 rano. Jedynie Kathrin przyczłapała na śniadanie spóźniona.
-Witamy śpiocha- David po raz któryś dzisiaj ucałował dziewczynę w policzek.
-Cześć wszystkim- opadła bezwładnie na siedzenie po czym położyła się na blacie.
-Wstawaj. Widać ciężka noc była- zaśmiał się Tom. Dziewczyna podniosła głowę i spojrzała na niego głupim wzrokiem.
-Właśnie. Co się w nocy działo? Jakieś krzyki słyszałem- zaciekawił się Bill.
-Ta wspaniała dwójka zaczęła się bić poduszkami. Za mało im sprzątania było- wytłumaczył David.
-Właśnie nasz pojedynek się nie skończył- zauważył drugi bliźniak.
-Przecież i tak z Tobą wygram- odpowiedziała mu.
-Wtedy nie wygrałaś. Poległaś.
-Nie poległam tylko się przewróciłam. Z resztą Ty też.
-Bo byłem o krok od tego żeby Cię pokonać.
-Byłeś o krok za blisko. I dlatego też się wywaliłeś.
-Nie wnikajmy w szczegóły.
-Racja. Co na śniadanie?
-Płatki- oznajmił Gustav.
-Jakie? Bo jem tylko jedne.
-Nesquik.
-O. No to zjem- Kathrin już się ożywiła. Po chwili cała piątka otrzymała po talerzu mleka z czekoladowymi kulkami. Po śniadaniu każdy miał jeszcze 30 minut do odpoczynku, gdyż tylko tyle miał trwać dojazd do Paryża. Gustav przyglądał się drodze, Georg czegoś się uczył, Bill jadł żelki i gadał z Davidem, a Kathrin i Tom siedzieli w kuchni i słuchali muzyki przeglądając przy tym prasę.
Po chwili dredziarz wybuchł głośnym śmiechem.
-Co się stało?- spytała zielonooka.
-Patrz na to- i pokazał dziewczynie artykuł który mówił o tym, że między nim a Billem istnieje nie tylko miłość braterska. Kathrin widząc to również zaczęła się śmiać.
-Z czego się tak śmiejecie?- Bill wszedł do kuchni. Tom wstał i podszedł do brata.
-Braciszku, może pójdziemy w jakieś ustronne miejsce, hm?- i pedałkowatym ruchem klepnął go po ramieniu.
-CO?!- Bill odsunął się od niego, na co ten się zaśmiał.
-Spójrz na to- i Kathrin podstawiła mu pod nos artykuł.
-Co to ma być?!- zbulwersował się czarny.
-Fajne zdjęcia nie?- dziewczyna nadal nie mogła opanować śmiechu.
-Dobrze, że to tylko fikcja- zauważył nastroszony.
-I to tworzą nasze fanki- Tom się lekko załamał.
Kilka godzin później grali już koncert. Przyjęto ich bardzo ciepło.
Natomiast w Polsce fani, z okazji urodzin Ann i Georga, na wielkim transparencie napisali im życzenia. Kathrin widząc to poprosiła dziewczynę by coś powiedziała, a następnie cały zespół zaczął śpiewać Happy Birthday by po chwili dołączały się sektory i płyta.
W każdym państwie działo się coś niezwykłego.
Stosunki między grupami znacznie się poprawiły od kiedy zielonooka zaprzyjaźniła się z Tomem. Dan i Gustav gadali o perkusjach, Alex i Georg o basach.. Nawet Kat zamieniała z Billem kilka słów, ale zwykle o zmianie mikrofonu lub zebraniu na temat trasy. Wokaliście TH po rozmowie z bratem odwidziała się czarnowłosa. Zaciekawił się c a ł k i e m inną osobą.
Niestety nie wszystko było takie piękne. Z czasem kiedy Kathrin i gitarzysta TH coraz bardziej się kumplowali, tym większa była zazdrość Davida. Któregoś razu podczas kolejnej kłótni o domysły dziewczyna nie wytrzymała.
-Tak David! Masz rację. Zdradzam Cię z Tomem. Kocham się z nim jak Ciebie nie ma i całuję po kątach. Może być?
-Kathrin!
-Mam dosyć, rozumiesz?! Twoje domysły są bez podstawne. My się tylko przyjaźnimy.
-To fajnie wygląda ta przyjaźń- David miał trochę racji. Czarnowłosa na każdym postoju w trakcie jazdy stała głównie z Tomem. Często spędzali czas w pokoju sami. Najczęściej Kat wtedy kładła mu się na brzuchu lub nogach i sobie rozmawiali. Ale identycznie zachowywała się wobec Alexa, a o niego nie miał najmniejszych pretensji.
-David, powiedz mi! Po co ten związek skoro mi nie ufasz?! To jest bezsensu. To koniec- i wyszła trzaskając drzwiami. Mężczyzna spojrzał przez okno, po czym skierował się do łazienki.
-Nie, ja już nie mogę!- Kathrin wpadła do pokoju basisty.
-Ale co?
-Skończyłam z Davidem. Skoro mi nie ufa to po co ze mną jest?!
-I zerwałaś z nim?- Alex nie wierzył własnym uszom.
-Tak.
-I jesteś tego pewna? Działasz pod wypływem emocji.
-Oczywiście, że nie jestem. Ale niech trochę pocierpi. Później z nim pogadam.
-To nie idziesz z nami do klubu?
-Nie, nie mam ochoty.
-No ok. To chodź bo muszę zamknąć drzwi- i oboje opuścili apartament. U siebie Kathrin położyła się na łóżku i napisała Tomowi sms, żeby wpadł do niej. Po chwili zjawił się i leżał obok. Dziewczyna położyła mu głowę na brzuchu.
-Zerwałam z Davidem.
-Jak to?
-Bo jak zwykle zaczął mnie posadzać o zdradę.
-Kat może powinnaś go naprawdę zdradzić?- dziewczyna słysząc te słowa spojrzała uważniej na chłopaka.
-Zgłupiałeś? Nie zrobię mu tego.
-Eh. Ale jak coś to wiesz gdzie mam pokój- żarty nigdy go nie opuszczały.
-Tom zobacz. Jeszcze dwa miesiące temu bym na Ciebie nie spojrzała, a teraz leżymy tu razem.
-No widzisz. To znaczy, że jednak Cię pociągam- i się zaśmiał, na co oberwał.
-Idziesz do klubu?
-Tak. Zaraz będę musiał spadać, bo na 20 jesteśmy umówieni.
-A Alex już poszedł,
-Bo Twój zespół idzie osobno.
-Aaa.
-No dobra lecę- i cmoknął ją w czoło, po czym wyszedł. Kat głośno westchnęła.
Była już 21 a David nawet się nie odezwał. Postanowiła pójść do niego sama. Zapukała i weszła nie słysząc ‘proszę’. W salonie nikogo nie było. Przeszła do następnego pokoju. Nagle zrobiło jej się słabo…
komentarze [3]
Część czternasta. >> poniedziałek, 8 października 2007 20:40:22
Wiem, że minął ponad miesiąc.
Nie zdążyłam napisać tego tak szybko.
Ale jakoś ostatnio mi wena towarzyszy więc może...
Daje wam do poczytania.
Nie takie dlugie jak wcześniejsza notka, no ale nie ma tak dobrze ;)
Sonny Cieszę się, że Ci się podobała ta notka tak bardzo :) Co do wykorzystania Toma to to przemilczę :)
yuna Hehe, nio tak rozmawiał o niej.
*********************************
-Tu jesteście!- krzyknęła nadbiegająca Janett.
-Co się stało?- Kathrin się zaśmiała.
-Przyszłam się pożegnać. Rodzice przyjechali wcześniej.
-O, to pójdę z Tobą.
-No okey. No to Tom.. Do zobaczenia, na następnych koncertach- i przytuliła mocno chłopaka.
-Oby szybko. I pamiętaj. Miej zabezpieczenie zawsze pod ręką- zaśmiał się, za co dostał w brzuch.
-Wiesz co?! Jak możesz tak demoralizować ludzi- Kathrin również wybuchła śmiechem.
-To tylko rady młodszego brata- i jego twarz znów przybrała tę samą minę.
-No to pa- i dziewczyny odeszły. Doszły do samochodu.
-Cześć ciociu, cześć wujku!- Kathrin przywitała się po kolei z rodzicami Janett.
-Kathrin! Jak Ty urosłaś… I niesamowicie wydoroślałaś.
-Oh. Dziękuję ciociu. Ale to tylko z wyglądu… Bo w środku to ja nadal dzieckiem jestem.
-Nie przesadzaj… A jak tam rodzice?
-Mamo powinniśmy już jechać- Janett zwróciła mamie uwagę.
-Ale czekaj córcia, dawno nie widziałam się z Kathrin a Ty mnie poganiasz.
-To nie najlepszy moment na takie rozmowy..
-Janett, nie ma problemu. Już się z tym pogodziłam. U rodziców? Teraz bardzo dobrze…
-Jak się im powodzi?
-Hm.. Powinna ciocia spytać Boga. On jeden wie.
-Jak to?- kobieta zdziwiła się odpowiedzią dziewczyny.
-Ponad rok temu mieli wypadek samochodowy.
-Oh.. Przepraszam. Tak mi przykro- i uścisnęła rękę dziewczyny.
-Nie miałam was jak powiadomić.
-To jak będziemy w Berlinie to damy znać, przynajmniej odwiedzimy ich grób.
-No dobrze… Na mnie już pora. Janett kiedy się widzimy?
-Jak najszybciej. Na początku wakacji powinnam się pojawić u was już na dłużej.
-To napisz. Trzymaj się ciociu. Pa wujku- uściskała znajomych po czym odeszła.
Poszła się pożegnać z osobami z grupy po czym skierowała się autokaru Tokio Hotelowców.
Dziewczyna wzięła mp4 i usiadła na kanapie w „saloniku”. Od jej różnił się tylko kolorami. Po chwili zjawiła się grupa z Davidem, Sakim oraz resztą osób które jeździły z chłopakami w bus-tourze.
-O widzę, że już sobie zajęłaś wygodne miejsce- zaśmiał się menager i usiadł obok dziewczyny. Miejsca zajęli też Bill, Tom, Gustav i Georg.
-Oho. Widzę, że tu jakieś zebranie to ja spadam do kuchni- stwierdziła Kathrin po czym chciała wstać, jednak David zatrzymał ją łapiąc za ramię.
-Ty też zostajesz. To jest na temat koncertu jutrzejszego.
-Aha. No to chyba, że tak- i spokojnie usiadła.
-Słuchajcie. Koncert gramy w Paryżu. Ogólnie jesteśmy tam przez 2 dni. Mamy umówione już 3 wywiady i sesje.
-Ale będą z tłumaczem czy dziennikarz będzie mówił po niemiecku?- spytał Bill.
-Dziennikarz będzie niemiecki.
-Byś się wreszcie angielskiego nauczył- skomentowała go Kat.
-Kathrin- zwrócił jej uwagę David- ja nie chcę mieć trupów tutaj. Proszę bez żadnych zaczepianek- wytłumaczył jak małym dzieciom.
-Tatuś się znalazł- wyśmiała go Kat, na co ten przewrócił oczami.
-Kathrin uspokój się- powiedział Tom.
-Dobrze. Już. Jestem spokojna- i wcisnęła się w kanapę. David powiedział jeszcze o planach przejazdu do Czech i Polski oraz wywiadach. Następnie każdy zajął się czymś innym. Gustav i Georg poszli pograć na PS w jakieś wyścigi, Tom spałaszować lodówkę, a Bill poczytać czasopisma. Kiedy czarnowłosy wychodził ostatni, zamknął drzwi.
-Wreszcie sami- zauważył David i obiął dziewczynę, która od tamtego czasu nie odezwała się słowem. Jednak ona wyślizgnęła się po czym wstała. Wychodząc pokazała mu język i zniknęła za drzwiami. David zdziwił się reakcją dziewczyny, ale również go rozbawiła.
Kathrin postanowiła się na razie nie odzywać do Davida i Toma. Co prawda tylko z nimi tak naprawdę miała jakiś kontakt no, ale to było jej postanowienie. Usiadła w kuchni przy stole i złapała jakąś gazetę. Starszy bliźniak spojrzał na nią zdumionym wzrokiem.
-A Ty nie z Davidem?- spytał przez co został obdarzony głupawym spojrzeniem. Po chwili wszedł David.
-David no jak Ty się nią zajmujesz, że przyszła tutaj i czyta gazety.
-Haha. Obraziła się, za to że jej uwagę zwróciliśmy- na co i Tom się zaśmiał. Kathrin zaczęła stukać palcami o blat.
-Oho. Zaraz się wkurzy i obrzuci nas żelkami, albo czymś- powiedział dredziarz i powoli zaczął zabierać paczkę żelek z przed rąk zielonookiej.
-Oj spadajcie, dobrze?!- poirytowała się Kat, na co David i Tom wybuchli śmiechem.
-Kathrin, no przecież żartujemy- i David znów obiął dziewczynę ramieniem.
-Nie wiesz, że złość piękności szkodzi?- pouczył ją Tom.
-Ha ha ha- Kathrin zrzuciła rękę Davida i podeszła do lodówki. Spojrzała na jej zawartość. Na widok jednej rzeczy szeroko się uśmiechnęła. Złapała ją i otworzyła przykrywkę.
-David chodź tu na chwilę.
-No?- kiedy mężczyzna podszedł do dziewczyny, ta przyłożyła mu rękę z bitą śmietaną do twarzy. Kiedy ją oderwała zaczęła się głośno śmiać. Poszkodowany oblizał usta.
-Smaczna prawda?- spytała Kathrin po czym odeszła od Davida.
-Kathrin!- kiedy to usłyszała schowała się za Toma.
-Ej! Nie za mnie!- chłopak starał się wyrwać niestety nic mu to nie dawało. Dostał porządną porcję bitej śmietany na bluzkę.
-Moja bluzka!- teraz Kathrin śmiała się podwójnie. Po chwili jednak i ona oberwała na włosy. W kuchni zaczęła się bitwa. Dziewczyna rzucała w kierunku Toma kiedy otworzyły się drzwi.
-Co tu się..- Bill chciał coś powiedzieć jednak jego usta zamknęła porcja śmietany.
-Ojej. Pan Nastroszony wparował- szepnęła cicho Kat. Czarnowłosy zebrał śmietanę z okolic warg.
-Przepraszam. Co to ma znaczyć?- i ukazał wewnętrzną stronę dłoni.
-No trochę się pobawiliśmy. A że Ty wparowałeś to nie moja wina- stwierdziła długowłosa po czym ściągnęła „amunicję” z włosów. W trakcie kiedy dziewczyna nie patrzyła Bill podszedł do niej i umazał jej twarz zawartością jaka znajdowała się na jego ręce.
Wojna rozpoczęła się na nowo. Wszyscy bawili się na całego. Do zbiorów rzeczy którymi można było kogoś obrzucić dołączyła mąka, cukier, żelki. Niestety do kuchni wszedł Saki. Natychmiastowo ustawił wszystkich do pionu.
-David. Nawet Ty się w coś takiego bawiłeś no wiesz co..- i pokręcił głową. Kiedy kucharka weszła do pomieszczenia o mało nie dostała zawału. Po chwili cała czwórka sprzątała całą kuchnię.
Kiedy wszystko lśniło, reszta osób już spała.
-Nigdy w życiu tyle nie sprzątałem- powiedział Tom kiedy opadł na kanapę.
-Moje paznokcie. Wczoraj je robiłem- zirytował się Bill.
-Ja się muszę iść umyć…- załamała się dziewczyna.
-No to ci powodzenia życzę. W tej malutkiej umywaleczce na pewno Ci się uda-wyśmiał ją dredziarz.
-Ja spadam się przebrać i spać- stwierdził Bill po czym opuścił wszystkich.
-No ja też już się będę zbierał- i Tom pożegnał dwójkę jednym ze swoim uśmiechów.
-Też już powinnaś zmykać do spania- pouczył dziewczynę David.
-David. Tobie się chyba role pomyliły. Nie jesteś moim ojcem- dziewczyna spojrzała na niego pytającym wzrokiem.
-Oj no troszczę się tylko o Ciebie. Jutro będziesz narzekać, że jesteś nie wyspana.
-Ale to ja będę narzekać.
-I zrzędzić mi, że to Ci nie pasuję i to..
-Wiesz co?!
-Oj żartuję przecież.
-No ja mam nadzieję.
-Chodź tu do mnie Ty mój brudasku- i przyciągnął do siebie Kathrin poczym otrzepał jej włosy z mąki. Zielonooka wtuliła się w mężczyznę. Miło było jej czuć przy sobie kogoś takiego, kto był zarazem troszczył się o nią jak o córkę, a kochał jak normalną dziewczynę.. Chociaż nie była pewna czy kocha. W końcu wczoraj udowadniał dokładnie coś innego,
-David…
-Hm?
-Co Ty do mnie tak naprawdę czujesz?- zapytała wprost. Mężczyznę zaskoczyło nie mało to pytanie.
-A co to za pytanie?
-No jeszcze wczoraj chyba sądziłeś, że się pomyliłeś jednak co do moich uczuć.
-Nie.. To wszystko nie tak.
-No to jak?- dziewczyna się odsunęła i spojrzała mu w oczy.
-Kathrin. Proszę, nie każ mi teraz tego wyjaśniać. To jest za trudne.
-Ale ja chcę wiedzieć. Nie mam pewności, że mogę Ci ufać.
-Możesz. Mogę Ci zaprzysiąc na wszystko, że to co do Ciebie czuję jest szczere i każde wypowiedziane do Ciebie słowo wypływa z mojego serca. Dokładnie z samego jego środka- mówił to z przejęciem. Czarnowłosa słuchała tego i… zmiękła. Nie dostała odpowiedzi, ale to co powiedział wystarczyło jej na razie w zupełności. Położyła się na jego kolanach. Odgarnął jej włosy i przyglądał się oczom, które patrzyły w punkt znajdujący się przed nimi. Ustom, które pragnął całować. Włosom, które przeczesywał.
-Czemu mi się tak przyglądasz?- spytała patrząc na niego.
-Bo lubię na Ciebie patrzeć.
-A co takiego we mnie widzisz?
-Piękno.
-Ha! Z której strony?
-Z każdej. Z zewnętrznej i wewnętrznej- i uśmiechnął się. Dziewczyna czuła jak po raz kolejny dzisiaj w jej brzuchu obudziły się motyle a w głowie zaczęło wirować. Mężczyzna schylił się i musnął usta wokalistki. Po chwili całował je gorąco i namiętnie. Trwało to chwilę, kiedy dziewczyna oderwała się i podniosła. David patrzył na nią ze zdziwieniem jednak nic nie mówił. Po chwili usiadła na jego nogach i zaczęła go ponownie całować. Późna pora robiła swoje. Umysły obojga poczęły dążyć do tego samego. Ciała zaczęły się rozpalać. Dłonie menagera znalazły się pod koszulką Kat.
Gładziły jej skórę. Ona uwiesiła swoje na jego szyi. Jednak chwilę potem ściągały koszulkę płci przeciwnej. Dała mu tym samym znak, że może zrobić to samo. Jej bluzką znalazła się na ziemi.
-Kathrin.. jesteś tego pewna?- spytał David. Kiedy spojrzał w jej oczy zapaliły się tam iskierki. Uśmiechnęła się tylko do niego. Odwzajemnił gest. Chciał ją pocałować.
-O przepraszam- usłyszeli głos starszego bliźniaka który wszedł do pomieszczenia. Kat szybko zeszła z Davida i ubrała się w bluzkę.
-Myślałem, że już wszyscy śpią- zirytował się brunet.
-Ja też. Idę się umyć- powiedziała i wyszła z pokoiku.
komentarze [2]
Cześć trzynasta. ;) >> czwartek, 6 września 2007 18:34:25
Nie no.
Poprawiłam zaraz i dodaje wszystko.
Akurat wyszło na taki baaaardzo długi odcinek.
Daga wiesz, że to dzięki Tobie? :P I właśnie Tobie dedykuję ten odcinek (:
***********************
Zastała w nim Janett.
-Hej Kathrin. Jak tam konsultacje?
-Jak zwykle. Nudy. Muszę skoczyć po pokojach i powiedzieć reszcie, że do 14 mają mieć schowany sprzęt.
-Mogę się przejść z Tobą?
-Jasne- i puściła jej oczko. Dziewczyny spokojnym krokiem przemierzały hol. Przekazały wiadomość Alexowi, po czym skierowały się do Ann. Kathrin jak zwykle zapukała i nawet nie słysząc proszę weszła.
-Ann słuchaj…- i nagle stanęła jak wryta. Dan i Ann siedzieli na kanapie i najnormalniej w świecie się całowali. Kiedy para usłyszała Kathrin, natychmiast się oderwała od siebie.
-Hej Kat. Cześć Janett- powiedziała skromnie Ann i się zaróżowiła. Dan zaczął się śmiać. Kathrin stała ze szczęką na ziemi i oczami jak pięciozłotówki.
-Kathrin- szepnęła Janett i dźgnęła dziewczynę łokciem w bok.
-Ee… no. Co tu się dzieje?- nagle oprzytomniała.
-A co ma się dziać? Nic- mówił Dan dalej się śmiejąc.
-Ty i Ann… jesteście ze sobą?- spytała nadal nie wierząc w to co widziała.
-No tak wyszło- uśmiechnął się do niej chłopak.
-O. To świetnie- ucieszyła się Janett.
-Jejku. I dlaczego ja nic o tym nie wiedziałam. Ale mi głupio. Wy od dawna razem?
-Hm..Od tygodnia- powiedziała coś w końcu Ann. Kathrin poczuła się naprawdę głupio. Jak mogła nie zauważyć takiej zmiany w swojej własnej grupie. Szybko się odwróciła i wyszła.
-Kathrin!- krzyknęła za nią Janett.
-A tej co?
-Nie wiem. Słuchajcie, do 14 macie mieć spakowany sprzęt. Kazali przekazać.
-No okej- uśmiechnęła się Ann i Janett opuściła pokój w pogoni za Kat.
Dziewczyną miotały uczucia złości na samą siebie. Ostatnio wszyscy biegają wokół niej. A ona? Nic z tym nie robiła. I teraz ma efekt. Nawet nie wiedziała, że tak bliskie jej osoby są ze sobą.
-Cholera!- krzyknęła i złapała jakąś szklankę po czym rzuciła nią o ziemie. Nienawidziła być w takim stanie.
-Kathrin!- zawołała Janett która weszła do pokoju.
-Nienawidzę siebie! Jak mogłam być taka ślepa! I to w moim zespole! Rozumiesz jak oni musieli się czuć?!
-Kathrin nie denerwuj się. To nie Twoja wina, że wszystko się ostatnio wokół Ciebie działo. A oni też mogli Ci o tym normalnie powiedzieć, a nie czekać aż sama zauważysz.
-Ale to moi przyjaciele. Nie powinnam o nich zapominać. Nawet na chwilę.
-Oj za bardzo się przejmujesz- i dziewczyna obięła Kat.
-Może masz rację. Wiesz co?- i spojrzała na dziewczynę cwaniackim wzrokiem.
-No co się stało?
-Muszę iść do Dawida pogadać. Ale nie będę się go pytała czy chce czy nie. Zamknę go na klucz i powiem, że jak nie wytłumaczy mi o co chodzi, to nie wyjdzie.
-Oj Kathrin. Najpierw idź spakować swoją gitarę.
-A racja. Potem do niego skoczę. Będzie miał wtedy dużo czasu żeby mi się wytłumaczyć- i przytuliła przyjaciółkę.
Kathrin już w lepszym humorze sprawdziła jeszcze raz czy jej gitara jest odpowiednio zabezpieczona, po czym złapała pudło. Szła powoli, uważając by nie zderzyć jej cuda z niczym nie powołanym.
Po drodze minęła Ann i Alexa. Posłała im uśmiech. Weszła do wnętrza wielkiej ciężarówki w której były poustawiane i poprzyczepiane wszystkie sprzęty, wzmacniacze i takie tam. Kathrin ukucnęła przy ostatnim wolnym miejscu z pasami. Kiedy już zapięła swoją gitarę usłyszała głos. Nikogo innego jak samego Kaulitza którego pokój pomyliła.
-Witam koleżankę. Kathrin po tonie głosu wiedziała że ma na twarzy ten swój uśmieszek. Modliła się, żeby nie wpadło mu do głowy nic głupiego. Jednak Bóg jej nie wysłuchał. Tom zatrzasnął drzwi za sobą. Dziewczyna wstała i spojrzała na dredziarza.
-Debilu! Wiesz co zrobiłeś?!- krzyknęła na niego.
-Co?- zaśmiał się.
-Zatrzasnąłeś drzwi, które otwierają się tylko z tamtej strony.
-CO?!- i chłopak odwrócił się, żeby upewnić się, że to prawda. Niestety, Kat nie kłamała.
-Jezu. Dlaczego nasłałeś na mnie takich debili?
-Przejmujesz się. Przynajmniej zabawa będzie- i poprawił sobie czapkę. Dziewczyna zacisnęła zęby i w myślach policzyła do 10.
-Kaulitz czy Ty musisz być taki głupi?! Lepiej byś walił w te drzwi, żeby nas ktoś otworzył!
-A nie można zadzwonić?- i wyciągnął telefon po czym dodał- ugh. Chyba nie można. Nie ma zasięgu.
-Dobrze, że chociaż jest światło- i Kathrin spojrzała się na malutkie okienko na dachu. Podeszła do drzwi i zaczęła w nie walić. Jednak nie dawało to żadnego skutku. Po 10 minutach dziewczyna usiadła naprzeciw Toma.
-Teraz Twoja kolej.
-I tak nas usłyszą. Raczej nikt tędy nie przechodzi.
-Ale może komuś się o czymś przypomni. Lepiej próbować. Przynajmniej starałbyś się odkręcić to co zrobiłeś przez swoją głupotę.
-Wcale nie jestem głupi. Po prostu chciałem trochę pobyć z Tobą sam na sam. Nie moja wina, że te cholerne drzwi mają tylko z jednej strony klamkę.
-Sam na sam?! Czy Tobie już totalnie odbija? Widać, że Twój iloraz inteligencji jest równy zero. Tak jak Twojego braciszka.
-Eh… Jak Ty lubisz nam dosrawać.
-Oczywiście. Czerpię z tego niesamowitą przyjemność- po czym przekręciła oczami.
-A mogę ja ciebie tak pomęczyć?
-Nie!
-Wiedziałem, że się zgodzisz.
-Debil.
-Lalunia.
-Ej! To zachowaj dla Twojego brata.
-Ale on jest facetem.
-Ale wygląda jak baba!
-Dobrze. Przepraszam. Ty jesteś pedałem.
-EJ! To wasz zespół woli facetów.
-Ale Ty się zachowujesz jak facet.
-Odezwał się babiarz. Nie czekaj co to ja czytałam. Rasowy raper? Coś im nie wyszło, bo zamiast rasowego zrobił się z Ciebie kundel.
-Larwa.
-Idiota.
-Chamica.
-Oh zamknij się już utopiony.
-Ale ja lubię Cię drażnić.
-Ale ja nie lubię Ciebie. Koniec. Kropka.
-Ale..
-Zamknij się!- krzyknęła Kathrin i kopnęła chłopaka w kostkę.
-Ej bez takich.
-Inaczej byś się nie uciszył. Co prawda nadal tego nie robisz. Włącz sobie jakąś muzyczkę i się zamknij- powiedziała a chłopak wyjął swój telefon i puścił Samiego Deluxa. Po chwili zaczął wykonywać nie zidentyfikowane ruchy. Kathrin patrzyła na niego z otwartą buzią jak na idiotę. Po chwili wybuchła głośnym i nieopanowanym śmiechem. Tym razem to Tom patrzył na dziewczynę jak na idiotkę gdyż ta tarzała się po podłodze. Po 5 minutach usiadła z powrotem i otarła łzy.
-A Tobie co?- spytał nadal nic nie rozumiejący Tom. Jednak kiedy Kathrin spojrzała na niego ponownie się zaśmiała. Cały czas miała przed oczami te jego ruchy. Kaulitza pomału zaczynało też to bawić. Po chwili obydwoje tarzali się po ziemi.
-To może teraz mi powiesz o co chodzi?- spytał Tom nadal dławiąc się śmiechem.
-O Twoje ruchy udawanego rapera- powiedziała Kathrin na co chłopak spoważniał.
-Co masz do moich ruchów? Zawsze rapuję kiedy mam na to ochotę.
-O Jezu… To.. Nie… Rób tego… W miejscu publicznym- i wzięła głęboki oddech. Udało jej się uspokoić.
-A niby dlaczego?
-Bo to wygląda komicznie- i Kathrin uśmiechnęła się szeroko. Tom zirytował się. Wszyscy wiedzieli, że kiedy rapuje jest w swoim świecie. A ona teraz mu powiedziała, że ma nie rapować, bo robi to komicznie. „A niech się pieprzy. Ona też zapewne nie raz ma takie sytuacje.” Pomyślał.
Nie odzywali się już do siebie. Kathrin grała na telefonie, a Tom słuchał muzyki.
-Która godzina?- spytała zielonooka.
-Przecież masz telefon w ręku.
-Ale gram. Nie możesz mi powiedzieć?
-Hm.. Jest… 12.05.
-Ja pierdykam. Jeszcze tyle czasu do odjazdu.
-Przeżyjesz. Skoro tyle tu siedzisz i póki co to tylko mnie kopnęłaś i mi naubliżałaś to przeżyjesz następne godziny- odpowiedział jej dredziarz, na co czarnowłosa spojrzała na niego znad komórki. Znów miał ten uśmiech. „Czy on ma zawsze tą minę? Już mi się nie dobrze robi od jej widoku” pomyślała. Nie wiadomo czemu przypomniał jej się David. Nie porozmawia z nim już dzisiaj.
-Ty! Rasowy raperze. Może mi powiesz dlaczego David tak się zachowuje wobec mnie. Spędzasz z nim trochę więcej czasu, więc mógł Ci powiedzieć.
-Sądzisz, że bym Ci powiedział?
-Sądzę, że tak.
-Phi. Z resztą co to za tajemnica.
-No więc?
-Przez media.
-Ten to samo. Co mnie obchodzą media. A z resztą kto nas widział, skoro spotykaliśmy się tylko w hotelach. Chyba, że ktoś nas wydał…- i spojrzała uważniej na chłopaka.
-Sugerujesz coś?
-Tak.
-A po co miałbym to mówić prasie? Przecież David to manager mojego zespołu więc to by nie miało sensu.
-Ta. Może po prostu nudziło Ci się i postanowiłeś się wygadać.
-Widać, że już Ci odbija.
-Po tak długim siedzeniu z Tobą w jednym pomieszczeniu nie przeczę, że nie. Wiedziałam, że można się czymś od was zarazić- odrzekła Kathrin na co Tom pokręcił głową.
Długowłosa zastanawiała się jak teraz będzie musiała zmusić Davida do gadania. Za jakiś czas znów będą spali w hotelu. Ale czy się uda? A jeśli znów spojrzy na nią tym wzrokiem, a ona nie wytrzyma? Wiedziała, że zależy jej na nim. I kiedy wszystko wskazywało na to, że może być okey, to los rzucił jej pod nogi kłodę. Dlaczego tak zawszę musi być? Kiedy zaczyna się układać, a świat wydaje się być przyjemnym, to coś musi to spaprać. Jej rozmyślenia przerwał ucisk w plecach.
Zaczynało być jej niewygodnie. Rozejrzała się po pomieszczeniu. Mogłaby się przenieść naprzeciw drzwi i podkładając sobie bluzę oprzeć się o pudła. Jednak to równało się z przybliżeniem do Kaulitza. Ale musiała zaryzykować. Już miała wstać kiedy zauważyła, że ma na sobie jedynie bluzkę z krótkim rękawkiem. Spojrzała na dredziarza. On się zabezpieczył na ten chłodny dzień po mimo iż było lato. Ale ona miała znieść tylko gitarę. Nie myślała, że ten głupek zatrzaśnie ich i zacznie jej dokuczać niewygoda. Przesiadła się z nadzieją, że jednak nie będzie potrzebowała bluzy. Kiedy się podniosła Tom spojrzał na nią z wzrokiem pytającym co robi. Jednak szybko się zorientował. Uśmiechnął się lekko. Kathrin próbowała znaleźć pozycję, jednak nie mogła. W końcu spytała.
-Drzedziarzu, mam pytanie.
-Na temat Davida nic Ci nie powiem.
-Nie, nie o to chodzi. Eh… Mógłbyś mi pożyczyć bluzę?- przeszło jej przez gardło. Tom zaśmiał się.
-Chcesz mnie rozebrać?
-Czy Ty zawsze myślisz tylko o jednym?
-Takim mnie stworzyli.
-God. Jest mi po prostu niewygodnie, a ja nie mam co sobie podłożyć pod plecy.
-Masz jeszcze bluzkę i kilka innych rzeczy na sobie.
-Przecież nie rozbiorę się przy tobie, a po za tym moja bluzka jest cieńsza niż Twoja bluza. Więc dasz mi czy nie?
-Jasne- i zaczął ściągać wielką bluzę. W trakcie podciągnęły mu się obydwie koszulki ukazując bokserki i kawałek ciała. Jednak dziewczynę zainteresowało to, jak nisko ma spodnie.
-Ty, niżej nie mogłeś opuścić tych spodni?- spytała kiedy już podał jej ubranie.
-Nie, nie mogłem. Inaczej by mi uciskały pewne miejsce.
-Ugh. Wygodnie jak Ci się tak plącze coś między kolanami?
-Nie plącze się. Są właśnie na tej wysokości, że się nie plączą.
-Oł gosz. No, ale pasek musisz mieć bo inaczej by Ci spadły.
-No tak. A ty nie nosisz pasków?
-Noszę. Ale moje spodnie są zwężane i nie zawsze potrzebuję.
-To tak jak Bill. Tyle, że on nawet do zwężanych spodni nosi pasek.
-Bo on nie ma bioder. Ja dzięki Bogu trochę mam i niektóre spodnie są zwężane do rozmiarów moich bioder.
-No widzisz. A ja nie mógł bym mieć spodni opinających mi tyłek dlatego noszę takie.
-Ale masz je za to w połowie.
-Ty jak nosisz w biodrach to też masz je w połowie.
-Nie prawda. Tylko jak siedzę.
-No, a ja mam cały czas i?
-To głupie.
-Przecież mam jeszcze bokserki i koszulkę więc mi nic nie widać.
-Ale to niewygodne.
-Wcale nie. Kwestia przyzwyczajenia.
-Może… Ale przynajmniej laska nie ma problemu ze ściąganiem ich. Tylko pasek odepnie i same spadają.
-A jak. Zabezpieczyłem się na szybkie numerki- i się zaśmiał. Kathrin spojrzała na niego i zrobiła grymas- Ale widzę, że nie tylko mnie Bóg obdarzył zboczonym umysłem.
-No ja nie myślę non stop o tym co Ty. Z resztą ja mam w sobie coś z romantyzmu. Tobie tego brakuję.
-Billa zadaniem jest się w to bawić. Ja wolę być bardziej otwarty. „Widać. Trochę aż za bardzo. Oby Cię kiedyś to Twoje ego zjadło” pomyślała dziewczyna. Nie chciała już dłużej prowadzić dialogu, dlatego tylko się uśmiechnęła i znów zajęła się telefonem.
Janett siedziała w pokoju i czekała na Kat. Jednak ta się długo nie pojawiała. „Pewnie poszła do Davida” pomyślała i postanowiła pójść do chłopaków z TH. Tam chociaż poflirtuje z Tomem, poszaleje z Georgiem i pobije się pałeczkami z Gustavem. Uwielbiała spędzać z nimi czas. Chociaż czasami brakowało jej w tym wszystkim Billa. Często był nieobecny duszą. Wędrował po swoim świecie. Poszukując rozwiązań na nurtujące go pytania.
Zapukała lekko do pokoju. Kiedy usłyszała „proszę” nacisnęła klamkę i weszła. W pokoju nie było nikogo prócz czarnowłosego.
-O hej Janett.
-Cześć Bill. Ty tak sam tutaj?
-Tak. Tom gdzieś wsiąkł, a Gustav i Georg nawet nie wiem co robią.
-Aha. A co tam ogólnie u Ciebie?
-Hm. Dobrze. A u Ciebie?
-Super. Ale dzisiaj się będę musiała z wami rozstać, a nie wiem czy jeszcze przyjadę.
-To smutne. A nie możesz dalej z nami jechać?
-Nie, muszę wrócić do domu i pogadać z rodzicami. Powiedzieć co i jak. Pewnie się ucieszą, że spotkałam w końcu Kat, bo przecież od tak dawna jeżdżę na wasze łączone koncerty. No, ale nie wiem czy nie będą mi mieli za złe jeśli wyjadę z wami na dłużej.
-No, ale przecież już jesteś dorosła, możesz decydować o tym co robisz.
-Tak, ale umówiłam się z rodzicami, że jeśli chodzi o dłuższe wyjazdy, to mówię im gdzie jadę na ile. A po za tym mam jeszcze szkołę. I nie ma szans, żeby przyjechała wcześniej niż po zakończeniu klasy.
-Uu.. My na szczęście skończyliśmy na razie ze szkołą.
-Nie dziwie się- i uśmiechnęła się do niego. Siedzieli na balkonie i tak sobie rozmawiali.
Tymczasem w ciężarówce panowała nadal cisza.
-Która godzina?- spytała znów czarnowłosa.
-Yyy… Jest… 12.54.
-Serio?!
-Tak.
-O to zaraz będą nas szukać. A przynajmniej Ciebie. Bo mnie to zaczną jak się będziemy zbierać.
-Jak myślisz domyślą się, że tu możemy być?
-Wątpię. No, ale bez nas nie pojadą. Janett wie, że wyszłam zanieść gitarę, ale nie wiem czy wpadnie na to, że mogę tutaj siedzieć.
-Eh. U mnie nie wiedzą gdzie jestem. Powiedziałem Billowi, że wychodzę i tyle. Nie pomyślałem, że coś się może stać.
-Kaulitz ty nigdy nie myślisz. Zacznijmy od tego- i spojrzała w okienko. Nagle dziewczynie wpadł do głowy pomysł. Szybko się podniosła.
-Wstań- powiedziała do dredziarza, na co ten spojrzał na nią zdębiałą miną.
-Po cholerę?
-No wstań. Podniesiesz mnie do okienka.
-Masz zamiar tamtędy wyjść?
-Tak, właśnie taki mam zamiar.
-Ale otworzysz mnie potem?
-Oczywiście, że nie.
-To się nie ruszę.
-To była ironia debilu.
-Aaa.. No dobra- i ruszył swoje szanowne cztery litery. Splótł razem dłonie i podłożył dziewczynie. Kathrin sprawnie się wspięła i otworzyła okienko. Do jej nozdrzy dotarło powietrze spalin miasta. Po chwili znajdowała się na dachu busa. Rozejrzała się dookoła. Nie było niczego na co mogła by skoczyć i zejść. Chciała sięgnąć po telefon. Jednak jej kieszeń była pusta.
-No tak. Zostawiłam w pokoju- i walnęła się ręką w czoło. Spojrzała ponownie do środka.
-Możesz mi dać swój telefon to zadzwonię do kogoś, żeby zszedł tutaj i Ciebie otworzył a mnie złapał przy skoku.
-Proponuję do Gustava. On jest najsilniejszy.
-No to daj telefon- i chłopak rzucił jej telefon. Jednak czarnowłosa nie złapała go i upadł na ziemie rozlatując się na cząsteczki.
-Mój telefon! Kurwa!
-Jezu. Nie stać się na drugi?- dziewczyna spojrzała z politowaniem na chłopaka- Lepiej martw się tym jak się z kimś skontaktuje.
-Ugh. Wiedziałem, że za coś Cię znienawidzę.
-No wreszcie- ucieszyła się. Ponownie wstała. Znów zbadała teren po czym głośno krzyknęła- Janett!!
Para nastolatków siedziała na balkonie i rozmawiała o muzyce.
-Słyszałeś to?- spytała się czarnowłosego.
-Co?
-Ktoś mnie wołał.
-Coś Ty. Przesłyszało Ci się.
-Może- i wrócili do rozmowy. Po chwili znów rozległo się głośne Janett.
-Teraz ktoś na pewno mnie wołał- dziewczyna wstała i spojrzała przez balkon. Na dole nikogo nie było.
-Kto mógłby Cie tutaj wołać?
-No nie wiem… Ale. Zaraz wracam.
-Gdzie idziesz?
-Na dół.
-Zaczekaj, pójdę z Tobą- i Bill uśmiechnął się do dziewczyny, na co ta odpowiedziała tym samym. Kiedy szli spotkali po drodze Davida.
-Bill wróć zaraz. Musimy już wyjeżdżać.
-Ale Toma jeszcze nie ma.
-Jak to nie ma?
-No nie wiem. Powiedział, że wychodzi i się jeszcze nie pojawił.
-To zadzwoń do niego.
-No dobra- i poszli dalej. Kiedy byli przy recepcji Bill spojrzał na drzwi hotelu.
-Janett ja Ci nic nie mówię, ale nie uda Ci się tędy wyjść.
-To może chodźmy od strony autokarów?
-No ok.- i tam też się skierowali. Szybko otworzyli drzwi i już mieli minąć busy kiedy usłyszeli głos.
-Janett! Tu jestem!
-Kathrin?- dziewczyna nie wierzyła własnym oczom.
-Co Ty tam robisz?- spytał Bill śmiejąc się.
-To sprawka Twojego inteligentnego braciszka.
-Jak to?- Janett zdziwiła się jeszcze bardziej.
-No byłam odłożyć gitarę i ten idiota zatrzasnął drzwi w środku.
-To nie mogliście zadzwonić?
-No nie. Bo nie było zasięgu.
-A co Ty tam robisz? Znaczy na dachu tego autokaru?
-Po dwóch godzinach siedzenia tam musiałam coś wymyśleć. Więc stwierdziłam, że tu wejdę i zadzwonię, żeby ktoś zszedł, ale ten down, źle rzucił i telefon się rozsypał.
-Biedny Tom- stwierdziła brązowowłosa.
-Następna. Dobra otwórzcie tego „biedaka” i sprowadźcie kogoś kto mógłby mnie złapać.
-A nie możesz zejść do środka?
-Tam też musi mnie ktoś złapać.
-Ja Cię złapię- zaoferował się Bill.
-Wystarczy mi na dzień wrażeń. Już i tak musiałam dotykać Twojego brata.
-Jak chcesz.
-Może być David?- spytała Janett.
-Oczywiście. Chociaż wolałabym kogoś z grupy.
-Dobra to idę po niego.
-A ja otworzę Toma- i czarny skierował się do drzwi busa. Po chwili obydwoje z dredziarzem przyglądali się dziewczynie na dachu.
-Hm. Miło było. Ale telefonu Ci nie wybaczę. Chyba, że dostanę buziaka- i Tom ukazał swoje białe zęby.
-Nie musisz mi wybaczać. Chociaż jeden z was przestanie się do mnie dopieprzać- i spojrzała na Billa.
-Tego nie powiedziałem- i na jego twarzy ukazała się mina działająca na Kat zwrotnie.
-Jesteś wredny.
-Wiem- po chwili przyszedł Janett z Davidem.
-No to co się stało?- spytał zdezorientowany.
-Musisz pomóc tej szanownej pani zejść- i czarnowłosy wskazał na dziewczynę. David wpierw nie wiedział co ma powiedzieć. Jednak szybko się opanował.
-Ale niby jak?
-Złapiesz ją w środku, żeby mogła spokojnie wyjść. Tam jest mniejsza wysokość.
-Yy… No okej- i David wszedł do środka.
-Jesteś pewny?- spytała jeszcze raz Kathrin.
-Tak. Złaź stamtąd.
-Okey- i dziewczyna powoli wracała do środka. Najpierw poczuła jak trzyma ją za kostki, później za kolana, biodra i za pas. W końcu znalazła się cała w pomieszczeniu. Stanęła naprzeciw mężczyzny. Otrzepała się z niewidzialnych pyłków i spojrzała na wybawcę.
-Dzięki- i uśmiechnęła się do niego. Już miała odejść kiedy David złapał ją za rękę i do siebie przyciągnął. Patrzyli sobie teraz głęboko w oczy.
-David..- nie skończyła. Mężczyzna zamknął jej usta pocałunkiem. Kiedy się od siebie oderwali dziewczyna spytała szeptem.
-Dlaczego mi to robisz?
-To zbyt trudne do wytłumaczenia- odpowiedział na co Kathrin spojrzała się na niego dziwnym wzrokiem. Dotyk spowodował że władała nim chęć bycia blisko niej, a zarazem niepewność czy powinien się okazywać z uczuciami w obecności Billa. Nie wiadomo czemu nagle dokonał wyboru.
-Jedź dzisiaj z nami. Proszę.
-Ale..
-Porozmawiam z Jackiem.
-Przecież mamy całą noc podróży.
-I właśnie o to chodzi. Będziemy mieli całą noc na to, żeby porozmawiać.
-Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł.
-Proszę.
-Pogadam z Jackiem zaraz i Ci napiszę- i odeszła od niego. W drzwiach minęła Billa. Prawie go nie zauważyła.
-Janett chodź ze mną do Jacka.
-Ale po co?
-No chodź- i pociągnęła ją za rękę. Dziewczyny wbiegły po schodach na piętro.
-Kathrin powiedź mi po co tak Ci się śpieszy do Jacka.
-David chce, żebym z nimi jechała.
-Ooo. To świetnie- ucieszyła się dziewczyna.
-Chce mi wszystko wytłumaczyć.
-I widzisz. Nie musiałaś wcielać w życie żadnych planów.
-No..- i Kathrin zapukała do Jacka. Weszła do pokoju.
-Nie Kathrin, nie zgadzam się.
-Ale na co?
-David dzwonił.
-Eh. Zapomniałam mu powiedzieć, że ja się tym zajmę. Ale dlaczego nie?
-Należysz do naszej grupy więc i z nami będziesz jeździć.
-Ale to tylko raz tak. Proszę Cię Jack. Od tego dużo zależy.
-To znaczy co?
-No chociaż by to jakie relacje będą między mną a Davidem.
-Kathrin od tego macie hotele. Nie busy.
-Jack puść ją- powiedziała Janett a wzrok pozostałej dwójki powędrował na jej osobę.
-Ale niby dlaczego?
-Czy Ty nie widzisz, że oni pragną ze sobą przebywać?- Janett ciągnęła dalej a Kathrin patrzyła na nią co raz bardziej zaskoczonym wzrokiem.
-Mieli prawie całą dobę w hotelu.
-Pokłócili się i teraz chcą nadrobić stracony czas.
-Oh… No dobra, ale nie chcę, żeby druga taka akcja miała miejsce.
-Dzięki Jack. Kocham Cię!- i posłała mu cmoka po czym wyszła z pokoju. Na korytarzu uściskała Janett.
-God nie wiem co bym bez Ciebie zrobiła.
-Służę pomocą.
-Oh jesteś kochana. A właśnie. Ty nie jedziesz z nami. O której przyjeżdżają rodzice?
-O 15.
-To nie długo po nas.
-Nom.
-Przyjdziesz nas odprowadzić prawda?
-No oczywiście- i dała jej buziaka w policzek.
-Chodź do pokoju. Wezmę rzeczy i wpakuję je do autokaru TH.
-A nie boisz się, że Ci coś zrobią?- Janett się zaśmiała.
-Niech tylko spróbują. David mnie obroni. Wiesz nie wiem czemu, ale cieszę się, że przestał się tak zachowywać. Naprawdę zależy mi na nim.
-Oj nasza Kathrin się pomału zakochuje.
-Nie to jeszcze nie to. Dzisiaj jak mnie pocałował w tym busie to przeszła mnie taka fala gorąca.
-To się nazywa podniecenie.
-Czy ja wiem? Ale tak wspaniale było znów go poczuć przy sobie- Janett uśmiechnęła się do Kathrin. Miała nadzieję, że David nie powie o porannej rozmowie, ale cieszyła się że chyba mu przemówiła do rozumu.
-Dobra Janett, ja lecę wrzucić swoje torby.
-Może wpierw napisz do Davida.
-E tam. Powiem mu w pokoju. Zaraz wracam- i wyszła z torbami. Wesoła przemierzała hol i już miała zapukać kiedy usłyszała głośną rozmowę.
-Jak możesz ją przyprowadzać do autokaru na noc?
-Bill do cholery, ja też mam prawo być szczęśliwym. Wiedziałeś w co się pakujesz. Sam się wpakowałeś więc i sam się z tego wyciągnij. Nie mogę jej unikać. I tak już po wczorajszym wieczorze zaczęła sądzić, że myliłem się co do uczuć. Nie chcę, żeby tak było- powiedział David a do pokoju wpadła dziewczyna.
-Widzę, że chyba nie będę mile widziana- spojrzała na chłopaka z wrogością.
-Nie Kathrin, nie o to chodzi- odpowiedział jej David na co Bill wyszedł z pokoju.
-A temu co?!
-Eh… Nieważne. Pozwolili Ci?
-Tak, ale Jack powiedział, że to ostatni taki wyskok. Ale może jednak odpuścimy dzisiaj co?
-Kathrin do tej pory się nie przejmowałaś Billem to czemu teraz to robisz?
-W sumie racja.
-Chodź zaniosę Twoją torbę.
-Ok- i Kathrin posłała mu promienny uśmiech za co dostała buziaka w policzek. Przed autokarem spotkała Toma.
-Widzę, że przyszłaś się ze mną pożegnać.
-Haha pożegnać. Jadę dzisiaj z wami- i pokazała swoje ząbki.
-Jak to?
-No David chciał, żebym z wami dzisiaj jechała.
-O. Tylko tam cicho proszę.
-Uważaj bo. Specjalnie dla Ciebie będę krzyczała najgłośniej jak umiem.
-I tak Ci się do nie uda. Chyba, że ze mną- powiedział dredziarz za co oberwał w ramię.
-Wiesz. Wcale nie jesteś taki zły.
-Ha! A jednak. Te dwie godziny sam na sam poskutkowały.
-Oł gosh! Trzeba było Ci tego nie mówić- jednak dziewczyna nadal miała uśmiech na twarzy. Już jej nie denerwował. Śmiała się z jego wygórowanego Ego. Jednak Tomowi wewnątrz wcale nie było tak do śmiechu. Skoro Kathrin jechała z nimi i poprosił ją o to David to znaczyło, że nie posłuchał go. Wiedział, że czeka go kolejna rozmowa.
komentarze [2]
Informacja. >> czwartek, 6 września 2007 17:29:19
Wiecie co...
Ostatnio mnie tknęło i zaczęłam pisac.
Mam trochę napisanego materiału, ale on jest jeszcze do dopracowania.
Więc, może za niedługo pojawi się tutaj notka (:
Pozdrawiam (:
komentarze [0]
Zawiecha. >> niedziela, 19 sierpnia 2007 21:18:30
Hm..
Tak zawieszam bloga.
Nienawidzę już Tokio Hotel.
Nie będę pisac dlaczego bo mi się nie chce.
Nie usuwam go, poniewaz tu jest cala przemiana mojego stylu pisania.
I jakiś sentyment do tego mam.
Wątpie abym jeszcze dodała tu notkę.
Pozdrawiam.
KasieNka
komentarze [1]